|
„Szacuje się, że w Szczecinie co 10. mieszkaniec ma psa. Natomiast pozostała „9” brnie w niesprzątanych po pupilach odchodach. To sytuacja nie do przyjęcia, wymagająca uporządkowania” – mówi radny Marek Duklanowski. Na początek przez kampanię edukacyjną i straż miejską. Potem choćby przez wprowadzenie stref wolnych od psów.
W Szczecinie lokalne prawo zobowiązuje każdego właściciela psa do jego oznakowania przy pomocy mikroczipa. W praktyce mniejszość – bo niespełna 24 tysiące – wywiązuje się z tego obowiązku, przez co zarówno ściągalność opłaty za posiadanie pupila, jak też egzekwowanie sprzątania nieczystości po nim są niewielkie. Co więcej, na osiedlach wciąż błąkają się czworonogi bez smyczy i kagańców. Bez czipów wszczepionych pod skórę nie można ukarać ich właścicieli: zmobilizować do przestrzegania lokalnych przepisów porządkowych i zapewnić innym bezpieczeństwo od „wściekłych kłów”.
– Zależy mi na tym, aby w Szczecinie było czyściej. Dlatego „zaczepiłem” straż miejską w sprawie sprawdzania oznakowania psów – przyznaje radny Marek Duklanowski. W swej interpelacji napisał: „Jeśli w ubiegłym roku nałożono łącznie 10 mandatów z tytułu nieposiadania mikroprocesora, a według otrzymanych informacji około 80 procent estymowanej liczby psów w mieście zostało zaczipowanych, to znaczyłoby, że łącznie sprawdzono 50 psów, co przy 15 posiadanych czytnikach ustala częstotliwość stosowania jednego czytnika rzadziej niż raz na kwartał. Ile razy w ciągu roku używane są czytniki do sprawdzania zaczipowanych psów?”. Odpowiedź w sprawie przygotował Wydział Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności UM (!), a przekazał i podpisał sekretarz miasta Ryszard Słoka. Była krótka: „Kontrolę posiadania przez psa wszczepionego mikroprocesora z pomocą czytnika wykonuje się obligatoryjnie podczas każdej interwencji związanej z niezachowaniem środków ostrożności przy trzymaniu psa, w wyniku czego nastąpiło uszkodzenie ciała (pogryzienie) lub w przypadku znalezienia psa bez właściciela”. Wystarczy przejść się po mieście, by nabrać pewności, że Szczecin tonie w niesprzątanych psich odchodach. A to znaczy, że nikt nie zdołał przekonać właścicieli czworonogów, że powinni to robić. – Wystarczy, że strażnik miejski z czytnikiem poczekałby na trawniku 5 minut. Wszyscy wiemy, które najczęściej są zamieniane w pieskie wychodki. Pieniądze z tych mandatów można by przeznaczyć na utrzymanie czystości w mieście – mówi radny M. Duklanowski.
Jeśli kolejna kampania edukacyjna (miasto chce na nią przeznaczyć w tym roku 50 tys. zł) i działania straży miejskiej nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, radny rozważa – wzorem innych miast – wprowadzenie tzw. stref wolnych od psów. – Zdaję sobie sprawę, że to kontrowersyjne, radykalne rozwiązanie, ale gdy widzę na Jasnych Błoniach wypoczywające rodziny z dziećmi i załatwiające się koło nich psy, po których nikt nie sprząta… takie rozwiązanie nasuwa się samo – stwierdza radny.
Arleta Nalewajko
Źródło: Kurier Szczeciński, str.28, z dn. 01.06.2011 r.

|