|
Puste skrzynki znikną, a prawdziwe fotoradary zostaną pomalowane na jaskrawy kolor. Specjaliści od ruchu drogowego narzekają, że to zły pomysł.
Do tej pory fotoradary na polskich drogach występowały w trzech postaciach: skrzynka z radarem w środku, pusta skrzynka (ale przystosowana do instalacji prędkościomierza) i atrapa bez możliwości "uzbrojenia". W Zachodniopomorskiem mamy 43 radary i 96 skrzynek. Nie ma atrap. I już nie będzie.1 lipca z polskich dróg znikną atrapy. Natomiast puste skrzynki zostaną "opakowane" w specjalne torby. Skąd te zmiany?
- Chcemy być fair wobec kierowców, którzy mają prawo wiedzieć, gdzie jest kontrola prędkości - tłumaczy Alvin Gajadhur, rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. - To także kwestia bezpieczeństwa. Na trasie ustawionych jest 50 masztów. Fotoradary są w trzech. Są kierowcy, którzy wiedzą, gdzie są atrapy, a gdzie nie. Dlatego jedni jadą równym tempem, inni hamują. Tak dochodzi do wypadków. A teraz sprawa będzie jasna. Zmienia się też sposób rozliczania tych, którzy złamią przepis. Nie będzie tego robiła, jak do tej pory, policja, tylko Inspekcja Transportu Drogowego. Zdjęcie będzie wysyłane drogą elektroniczną do jednej z 10 delegatur ITD (Szczecin podlegać będzie pod Gorzów). Delegatura wystawi mandat właścicielowi auta, ewentualnie kierowcy, którego on wskaże. Straż miejska nadal sama będzie ścigać kierowców.
Czy zasłanianie fikcyjnych fotoradarów poprawi bezpieczeństwo na drodze?
Grzegorz Sudakow, szef zachodniopomorskiej drogówki
Kierowca nie powinien wiedzieć, gdzie stoi fotoradar. Zwłaszcza w Polsce, gdzie ludzie notorycznie przekraczają prędkość. UE ocenia, że jesteśmy w czołówce najbardziej niebezpiecznych drogowo krajów. I to właśnie u nas ginie najwięcej pieszych. Do tej pory Francja znakowała miejsca kontroli. Ale, że to nie pomogło, od 1 lipca z tego rezygnuje. A my wręcz przeciwnie. Nie rozumiem tego. To jest przyzwolenie do łamania prawa w jednym miejscu, a w innym nie. Te puste maszty pełniły funkcję prewencyjną.
Grzegorz Kromski, kierownik referatu ruchu drogowego szczecińskiej straży miejskiej
Zasłanianie czy likwidowanie pustych masztów i malowanie słupów na jaskrawe kolory to bardzo zły pomysł. Może jeszcze powieśmy banery z wielkimi napisami, że za 200 metrów będzie pomiar prędkości? Przecież to jest irracjonalne. Takie działanie sprawia, że kierowcy widząc fotoradar zwalniają. Ale tylko na kilka metrów. Tuż za słupem noga na gaz i hulaj dusza, piekła nie ma. Bo ludzie nie mają poczucia, że spotka ich kara. W Skandynawii za przekroczenie prędkości w okolicy szkoły można nawet iść do więzienia. Gdzie indziej zabierają samochody. A my mamy mandaty, które trudno wyegzekwować, bo właściciel samochodu musi wskazać, kto prowadził. I wskazuje - kolegę z Saksonii, a my nic nie możemy zrobić. Liczę, że kiedyś będzie tak, że samochody będą miały GPS-y. Może jak kierowca dostanie miesięczne podsumowanie, w którym za przekroczenie prędkości będzie musiał zapłacić 3 tys. zł, to zacznie jeździć przepisowo. Kierowcy nie mogą znać dnia ani godziny kontroli.
Jacek Pok, Akademia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego
To jest fatalna koncepcja. Zamiast zwiększyć bezpieczeństwo, zadziała przeciwnie. Informowanie kierowców o tym, gdzie jest kontrola, można porównać do sytuacji, kiedy do dilera narkotyków przychodzi policjant, że jutro o 8 rano przyjdzie na przeszukanie. To jest działanie nielogiczne i pośrednio namawiające do łamania prawa. Bo wynika z tego, że tam, gdzie fotoradar jest zasłonięty, możemy łamać przepisy. A przecież nie o to chodzi. Poza tym dostrzegam w tych przepisach pewną niekonsekwencję. Z jednej strony mamy dobre pomysły, takie jak nieoznakowane radiowozy czy motocykle z wideorejestratorami, a z drugiej chcemy pokazywać, gdzie są fotoradary na trasie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, str.2, z dn.16.06.2011r.
|