|
Coraz bardziej uciążliwi dla mieszkańców stają się uczniowie gimnazjów, techników i liceów, którzy co przerwę „wyskakują” na papierosa. Nieletni chowają się w bramach okolicznych budynków. Ci, którzy mają już skończone 18 lat, ustawiają się tuż za murami szkoły. O papierosy nietrudno. Są miejsca, w których sprzedają je nawet na sztuki i nawet nieletnim…
– Myślałem, że dawne technikum mechaniczno-energetyczne płonie – mówi jeden z naszych Czytelników. – Dym widziałem już z daleka. Ale na miejscu okazało się, że to kilkudziesięciu młodych chłopaków zrobiło sobie przerwę na dymka. Stoją z papierosami na chodniku, przy głównej ulicy. Ludzie muszą się przedzierać przez ten smród. Sam chodziłem kiedyś do tej szkoły. I też byli uczniowie, którzy palili. Ale zajmowali jedną z toalet. Obowiązywała niepisana zasada, że to pomieszczenie jest dla palących. Pozostali mogli korzystać z innych toalet. Tak było lepiej. A teraz – wprowadzono całkowity zakaz palenia na terenie szkół. Nie rozwiązuje on problemu, a tylko uprzykrza życie niepalącym, bo po opuszczeniu terenu szkoły wychodzą wprost w tumany dymu papierosowego.
Na terenie wszystkich szkół obowiązuje całkowity zakaz palenia. – I nie jest to przepis lokalny, to zakaz obowiązujący w całym kraju – tłumaczy Magdalena Woźniak, kierownik referatu komunikacji społecznej szczecińskiej Straży Miejskiej. – Młodzież doskonale o tym wie. I dlatego pali na zewnątrz. W tym roku mamy wyjątkowo dużo zgłoszeń od mieszkańców, którym przeszkadzają uczniowie ukrywający się w ich bramach.
Zdenerwowani mieszkańcy dzwonią także do naszej redakcji. – Mieszkam w budynku przy ul. Nałkowskiej 17 – skarżyła się dwa tygodnie temu nasza Czytelniczka. – Codziennie tłumy gimnazjalistów z pobliskiej szkoły przychodzą do naszej klatki i smrodzą papierosami. Zachowują się przy tym bardzo wulgarnie – używają takiego słownictwa, że wstyd cytować. Zwracanie im uwagi nie skutkuje. W odpowiedzi słyszymy wyzwiska. W ubiegłym roku szkolnym interweniowałam w szkole. Nic to nie dało. Kto więc może nam pomóc?
– Podobne zgłoszenia mamy z różnych części miasta – mówi Magdalena Woźniak. – Rozmawialiśmy już z dyrektorami szkół. – Razem musimy ten problem jakoś rozwiązać. Po pierwsze – nauczyciele w szkołach będą się starali pilnować, aby młodzież w czasie przerw nie opuszczała terenu szkoły. My zaś do każdego z rodziców, których dzieci przyłapiemy na paleniu papierosów, będziemy wysyłali pisma informujące szczegółowo o zdarzeniu. Informacje te trafią także do szkół. Może to przyniesie jakiś efekt? Ale jest jeszcze jedna strona, która może pomóc w walce z problemem – sprzedawcy.
– Te dzieci skądś biorą papierosy – mówią strażnicy. – Niektórym kupi starszy brat, kolega czy bezdomny za kilka groszy. Ale jest grupa, która z tych sposobów nie korzysta. I co się okazuje? Mogą zwyczajnie kupić papierosy w kiosku. Jakiś tydzień temu, w centrum miasta, nasi funkcjonariusze przyłapali kioskarza na tym, że sprzedał nieletniemu
papierosy na sztuki. Po 60 groszy za sztukę. Na widok strażników zamknął się w kiosku i nie chciał otworzyć. Przyjechała policja, pan przyjął mandat 500-złotowy i… po czterech dniach został przyłapany dokładnie na tym samym. Po raz ostatni upomniano go mandatem. Następnym razem sprawa trafi do sądu i kara będzie dużo bardziej dotkliwa. W szkołach ponadgimnazjalnych część uczniów jest już pełnoletnia. – I jeśli palą poza terenem szkoły, w miejscach, które nie są objęte zakazem, to nic nie możemy zrobić – dodaje Magdalena Woźniak. – Chyba że na przykład zaśmiecają teren. Ale trzeba ich na tym przyłapać...
Źródło: Kurier Szczeciński, str.28, z dn.11.10.2011r.
|