|
Co tylko się da, wrzucane jest do pieca: ramy okienne, sklejki, szmaty, butelki. I choć wiedza o tym, że tak robić nie można jest powszechna, to często względy ekonomiczne decydują o tym, że jednak ogrzewa się „bombami ekologicznymi”. Ale takie praktyki mogą skończyć się mandatem. Od lutego tego roku szczecińska straż miejska wraz z pracownikami Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska może kontrolować te mieszkania, których właściciele przypuszczalnie palą czym popadnie. – Nigdy nie wiadomo, do kogo przyjdziemy, dlatego na baczności powinny mieć się wszystkie osoby mające coś na sumieniu.
Kontrole ą niezapowiedziane, staramy się zachowywać taktownie: nie chodzimy i nie oglądamy, co jest w pomieszczeniach, tylko prosimy o wskazanie pieców – opowiada Joanna Wojtach, rzeczniczka Straży Miejskiej. – Udajemy się przede wszystkim tam, skąd mamy zgłoszenia od mieszkańców, natomiast strażnicy podczas swojej pracy również obserwują, co się dzieje. Według straży miejskiej, takie kontrole mają uświadomić, że nie można bezkarnie wrzucać na palenisko tego, co nam niepotrzebne, tego, co powinno znaleźć się wśród odpadów. Gdy udowodnione zostanie, że w piecu były np. plastikowe butelki, trzeba liczyć się z mandatem. Może on opiewać na kwotę nawet 500 zł, natomiast gdy sprawa zostanie skierowana do sądu, ten orzec może grzywnę w wysokości 5 tysięcy złotych! – Na razie – w październiku – wystawiliśmy jeden mandat, najważniejsza jest jednak w przypadku takiej działalności prewencja, profilaktyka – przekonuje Joanna Wojtach. – Nie mamy problemów z wpuszczaniem nas przez lokatorów (zresztą odmowa jest przestępstwem), jest zaś kłopot, gdy otrzymamy zgłoszenie z domów wielorodzinnych, gdzie w kilkunastu mieszkaniach znajdują się piece, wtedy prosimy o uściślenie adresu.
Źródło: Kurier Szczeciński, str.11, z dn.22.11.2011r.
|