|
Mieszkańców ulicy Ledóchowskiego straszy zdezelowany samochód. Nie ma okien, stał się miejscem zabaw. Zdaniem lokatorów spółdzielnia i Straż Miejska nic nie robią, by wrak zniknął.
Na parkingu przed blokiem od lat stoi wiekowy samochód i -jak mówią mieszkańcy - "gnije". Sprawa tego samochodu była wielokrotnie przekazywana administracji osiedla i Straży Miejskiej - tłumaczy mieszkaniec bloku (dane do wiadomości redakcji).
- Ale obie te instytucje pokazują siebie palcami i informują, że to ta druga strona powinna być odpowiedzialna za usunięcie tego wraku. Samochód jest w opłakanym stanie. Rozkradzione zostały już co cenniejsze rzeczy, powybijane szyby. Najgorsze jest to, że we wraku plac zabaw urządziły sobie dzieci.
- Co oczywiście zagraża ich bezpieczeństwu - kontynuuje mieszkaniec. - Co się stanie, jak ktoś wpadnie na pomysł i wrzuci do środka zapaloną zapałkę lub niedopałek papierosa? Czy któraś z instytucji zareaguje dopiero wtedy, jak wydarzy się jakieś nieszczęście? Brak reakcji Straży Miejskiej jest tym bardziej dziwny, że na samochodzie wiszą tablice rejestracyjne. Nie powinno więc być problemu ze wskazaniem ostatniego właściciela auta.
Straż Miejska potwierdza, że samochód to wrak, który powinien zostać usunięty. Jednak SM może likwidować takie problemy tylko wtedy, gdy znajdują się na drogach publicznych na terenie miasta. Ten stoi na parkingu, którego zarządcą jest spółdzielnia.
- To teren wyłączony z działań Straży Miejskiej - tłumaczy Joanna Wojtach z SM. - Usunięcie tego pojazdu leży w gestii zarządcy terenu. Spółdzielnia Mieszkaniowa "Bryza" twierdzi jednak, że też ma związane ręce. Przeszkodą do usunięcia auta są tablice rejestracyjne.
- Auto jest zarejestrowane - mówi Elżbieta Woźniak, pełnomocnik zarządu spółdzielni. - Nie wolno nam ruszać cudzej własności. Nikt poza właścicielem nie może tym autem dysponować. Oczywiście chcemy się tego problemu pozbyć, ale pomoc strażników jest niezbędna. My nie mamy możliwości ustalenia właściciela.
SM wysłała na ostatni adres właściciela pismo z żądaniem usunięcia wraku. Pozostało bez odpowiedzi. Kilka dni temu wysłała kolejne. - Chociaż nie mieliśmy oficjalnego wniosku od spółdzielni, to staramy się pomóc w tej sprawie - mówi Joanna Wojtach. - Jeżeli nie otrzymamy odpowiedzi na tę korespondencję, to przyjdzie nam to auto wywieźć.
Źródło: Głos Szczeciński, dn. 18.11.2008 r.
|