|
Właściciel warsztatu samochodowego chciał zaoszczędzić, wyrzucając swoje śmieci na brzeg Regalicy. Wpadł, bo wśród odpadów były faktury z danymi i adresem firmy. Dostał 500-złotowy mandat.
Górę leżących na brzegu śmieci odkryli motorowodniacy ze straży miejskiej. Przejrzeli zawartość worków i znaleźli stare dokumenty, w tym faktury z danymi firmy i jej właściciela.
- Pan był bardzo zdziwiony, kiedy do niego przyjechaliśmy - mówi Joanna Wojtach, rzeczniczka straży miejskiej. - Chyba się nie spodziewał, że wpadnie. Tacy ludzie czują się bezkarni.
"Oszczędny" właściciel warsztatu samochodowego zapłacił mandat w wysokości 500 złotych. Przy okazji 300 zł kary dostał też jego syn, który podczas wizyty straży miejskiej palił stare fotele i inne plastikowe przedmioty na podwórku. Właściciel warsztatu musiał sprzątnąć wysypisko.
- To miejsce, gdzie ciągle ktoś coś wyrzuca - mówi Joanna Wojtach. - Jak jeden rzuci, drugi dokłada. A my, jeżeli nie znajdziemy żadnych dokumentów z adresem niewiele możemy zrobić. Strażnicy sprawdzili, czy warsztat ma umowę z firmą wywożącą śmieci. Okazało się, że wszystkie papiery są w porządku, że jest umowa na wywóz 1100 litrów tygodniowo. Dodatkowo firma miała osobne umowy na odprowadzanie oleju i innych odpadów toksycznych. Dlaczego więc właściciel wyrzucił śmieci do lasu?
- Stwierdził, że nie wie, co nim kierowało - mówi Arkadiusz Bilicki, zastępca naczelnika wydziału (Oddziału, od red. rzecznik) Śródmieście straży miejskiej. - To sposób na oszczędzanie.
Strażnicy miejscy sprawdzili też trzy inne firmy mieszczące się w okolicy warsztatu. Okazało się, że jedna z nich wcale nie miała śmietnika. Właściciel, jak mówił, zapomniał o nim.
- Podrzucanie śmieci to duży problem - przyznaje Wojtach. - Nie możemy sprawdzać umów wszystkich, bo nie mamy na to ani czasu ani ludzi. Najwwiększa plagą są właściciele domków, którzy wywożą do lasu pozostałości po remontach.
Źródło: " Gazeta Wyborcza", dn. 13.12.2008r.
|