|
Mróz jeszcze w natarciu.
Straży miejskiej w Szczecinie - podczas patrolowania koczowisk - udało się uratować przed zamarznięciem dwóch bezdomnych. Mężczyźni, którzy wcześniej nawet nie chcieli słyszeć o miejscu w schronisku, teraz chętnie skorzystali z tej pomocy. Byli wyziębieni i słabi.
W ostatnie mroźne dni straż miejska objeżdża wskazane przez mieszkańców i pogotowie zimowe koczowiska bezdomnych, by sprawdzić w jakiej kondycji są przebywające tam osoby i zaproponować im miejsca w przytulisku. W nocy z wtorku na środę było kilkanaści stopni mrozu.
- Nasze patrole po południu, wieczorem i w nocy odwiedziły 10 punktów, gdzie koczowali bezdomni - mówi Joanna Wojtach, rzeczniczka straży miejskiej. - Większość nie chciała skorzystać z pomocy, ale dwóch mężczyzn było w tak złym stanie, że bez dyskusji wsiedli do naszego samochodu. Jeden z nich koczował w starym warsztacie samochodowym przy ul. Ofiar Oświęcimia, drugi w parawanie śmietnikowym przy ul. Szarotki. Ten drugi człowiek najpierw odmówił przejazdu do schroniska, ale w nocy patrol wrócił w to samo miejsce i mężczyzna był już wtedy tak wycieńczony, że nie mógł stać na nogach. Potrzebował ratunku. Żaden z obu panów nie był pijany.
O intertwencję poprosili też pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Jeden z bezdomnych nie zgłosił się po zasiłek, co wcześniej mu się nie zdarzało.
- Pracownicy socjalni obawiali się, bo mężczyzna mieszka w ziemiance - mówi J. Wojtach. - Zawsze po wypłatę świadczenia zgłaszał się regularnie. Najpierw nikogo tam nie zastaliśmy, ale za drugim razem udało się nam trafić na lokatora. Twierdził, że ma wszystko, czego potrzebuje, a następnego dnia pójdzie po swoje pieniądze .
To właśnie pod numer alarmowy straży miejskiej 986 i 96-56 można dzwonić z informacjami o bezdomnych potrzebujących pomocy. Straż kieruje na miejsce pogotowie zimowe, sama również patroluje wskazane tereny.
Źródło: "Kurier Szczeciński", dn. 08.01.2009r.
|