|
W poniedziałek o godz. 23.20 miejscy strażnicy zauważyli wandala niszczącego przystankową wiatę na rondzie Giedroycia w Szczecinie. Mężczyzna zaskoczył strażników swoją agresją... i rozbrajającą szczerością.
Młodemu (rocznik 1986) szczecinianinowi udało się rozbić szybę, widok mundurowych wcale go nie speszył. Podczas interwencji był bardzo agresywny, zaczął się z nimi szarpać. Musieli go obezwładnić i zakuć w kajdanki.
- Co zaskakujące, był trzeźwy - mówi Joanna Wojtach, rzeczniczka Straży Miejskiej. - Trudno powiedzieć, dlaczego odezwała się w nim "gorąca krew". Pewną wskazówką jest to, że towarzyszyły mu dwie panie. Kto wie, może chciał się popisać przed tą publicznością?
Na tym się jednak nie skończyło. Skuty kajdankami młodzieniec zaczął bowiem ni z tego, ni z owego przechwalać się, że ma na koncie podobne akty wandalizmu. I że w związku z tym jest objęty nadzorem kuratora. Swoją szczerością wprawił strażników w osłupienie. Teraz zajmą się nim policjanci z komisariatu na Niebuszewie.
To nie była jedyna interwencja tego patrolu. Kilkanaście minut wcześniej zostali poinformowani przez kolegę obsługującego miejski monitoring, że u zbiegu pl. Żołnierza z ul. Obrońców Stalingradu są rozlepiane plakaty. "Plakaciarze" robili to nielegalnie. Zostali ukarani mandatami.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 04.02.2009r.
|