|
Atak zimy, jakiego doświadcza ostatnio Szczecin, skłania wielu wędkarzy do łowienia ryb na skutych lodem rzekach i jeziorach. To może być bardzo niebezpieczne. Problemem zajęli się strażnicy miejscy z Referatu Wodnego.
Patrolują tereny jeziora Dąbie, Regalicy, Międzyodrza i Odry. I, jak co sezon, zastają tam wiele niefrasobliwych osób – wielce zdziwionych, gdy tłumaczy im się, że robią coś, co grozi ich zdrowiu i życiu.
- Wydaje im się, że są rutyniarzami – tłumaczy Joanna Wojtach ze Straży Miejskiej. - Skoro robili to wielokrotnie wcześniej i nic się im nie stało, to dlaczego miałoby im stać się coś teraz? Ale to żadna argumentacja. Pogoda była ostatnio zdradliwa. Temperatura wahała się w ciągu dnia. Lód nie był tak gruby, jak na to wyglądał.
Na szczęście w tym sezonie na terenie Szczecina nikt do tej pory nie zginął pod lodem. Strażnicy miejscy nie musieli też nikogo wyciągać z wody. Na razie wystarczy prewencja. Funkcjonariusze pouczają wędkarzy ryzykantów, każą im opuścić niebezpieczne miejsca.
- Nasi rybacy upodobali sobie szczególnie Kanał Przemysłowy w porcie – opowiada Piotr Jania ze Spółki Wodnej „Międzyodrze”. - W każdej chwili mogło dojść do tragedii, dlatego wezwałem strażników. Skutecznie przepłaszają amatorów połowów na lodzie. I tylko jednego nie rozumiem – jak można tak ryzykować życie zupełnie bez powodu? Bo gdyby w Kanale Przemysłowym pływały jakieś wielkie ryby, w zachowaniu wędkarzy byłoby coś racjonalnego. Ale widziałem kiedyś ich łupy. Malutkie rybki. Nawet kot by się nimi nie najadł.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 18.02.2009 r.
|