|
Nowoczesne i skuteczne (czytaj: niemiłe dla dłużnika) metody ściągania należności za mandaty przynoszą efekty. W Szczecinie od kilku lat wzrasta tzw. ściągalność i w tej chwili przekracza 80 procent. Urzędnicy szykują kolejne „baty” na dłużników.
W 2008 roku do budżetu miasta wpłynęło 220 tysięcy zł z mandatów, to o ponad 50 tysięcy więcej niż w 2007 roku. Urząd prowadzi egzekucję mandatów nałożonych przez straż miejską. Rekordziści mają nawet po kilkadziesiąt tysięcy długu z mandatów – nałożonych głównie za nieprawne zajęcia pasa drogowego.
- Działamy na podstawie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, czyli podobnie jak w urzędach skarbowych – przypomina Piotr Landowski, rzecznik szczecińskiego magistratu. - Uprawnienia i środki egzekucyjne (z wyłączeniem egzekucji z nieruchomości) są takie same w obu organach.
W ostateczności można więc zająć i sprzedać ruchomości (np. samochód) stanowiące własność dłużnika. Można też ściągać należności z wynagrodzenia za pracę, z renty, emerytury i z rachunków bankowych. Oprócz spłaty samego mandatu dochodzi też konieczność zapłaty za postępowanie windykacyjne, a dodatkowy cios to wpisanie do Krajowego Rejestru Dłużników.
Podobnie wygląda procedura i wyniki ściągalności (80 proc.) w urzędzie wojewódzkim.
- Ściągamy mandaty nałożone przez m.in. policję, sanepid, inspekcję pracy, nadzór budowlany – wylicza Piotr Pieleszek z urzędu wojewódzkiego. - Procedura wygląda następująco: osoba ukarana mandatem powinna zapłacić go w ciągu 7 dni od daty otrzymania. Jeżeli tego nie zrobi, wystawiamy w terminie do 60 dni tytuł wykonawczy.
W szczególnych przypadkach można ubiegać się o rozłożenie zapłaty na raty lub odroczenie terminu spłaty mandatu.
Źródło: "Kurier Szczeciński" z dn. 6.03.2009 r.
|