|
Wczoraj po godzinie 9 z okna budynku przy ul. Stalmacha w Szczecinie wyskoczył młody mężczyzna. Zanim to uczynił, postawił na nogi wszystkie służby mundurowe i ratowników medycznych. Życiu desperata nie zagraża niebezpieczeństwo.
- Przed godziną dziewiątą 26-latek zadzwonił na policję, informując, że potrzebuje pomocy. Po chwili przyjęliśmy także zgłoszenia od jednego zaniepokojonych sąsiadów. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, nie otwierał i rozmawiał z nimi przez drzwi. Mundurowi będący na zewnątrz dostrzegli, iż mężczyzna stoi przy oknie swojego mieszkania. Wezwano straż pożarną – relacjonuje mł. asp. Przemysław Kimon.
Kiedy strażacy dojechali na miejsce, zastali 26-latka stojącego w otwartym oknie.
- Mężczyzna był agresywny, złorzeczył i wymachiwał jakimś metalowym narzędziem. Zanim wyskoczył, strażakom udało się rozłożyć pod oknem skokochron, dzięki któremu skok z czwartego piętra nie okazał się dla desperata zabójczy – informuje rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej Mirosław Siewierski.
W trwającej ponad godzinę akcji uczestniczyło ośmiu funkcjonariuszy PSP. Na miejsce wysłano jeden samochód gaśniczy i dwa specjalne. Podobne zgłoszenia, w których uczestniczą strażacy, zdarzają się kilka razy w roku. Bywa, że do akcji musi włączyć się Grupa Ratownictwa Wysokościowego.
Udzielenie pomocy 26-latkowi było trudne ze względu na jego duże pobudzeni i niemożność nawiązania kontaktu. - Musiało go obezwładnić sześciu funkcjonariuszy. W związku z tym – podczas jego transportu do szpitala – potrzebna była eskorta policjantów i strażników miejskich – dodaje Joanna Wojtach ze Straży Miejskiej.
Mężczyznę przewieziono do szpitala. Przyczyny zajścia są ustalane. Ze wstępnej oceny wynika, że był on pod wpływem alkoholu i narkotyków.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 19.03.2009 r.
|