Prawie każdy łamie przepisy - wywiad Drukuj Email
piątek, 20 marca 2009 03:00

Rozmowa z Leonem Gajewskim, komendantem szczecińskiej Straży Miejskiej.

Panie komendancie, dlaczego szczecinianie tak bardzo nie lubią Straży Miejskiej?

Strażnicy – w każdym mieście, nie tylko w Szczecinie – budzą negatywne emocje, bo karzą za wykroczenia, nie za przestępstwa, a wykroczenia popełnia większość z nas. Wielu zacnym osobom zdarza się naśmiecić, zaparkować samochód w niedozwolonym miejscu albo wyjść z psem bez smyczy czy kagańca. Gdy dostają od nas mandat, wielu z nich się złości, nie potrafi tego zrozumieć. Wielu uważa, że się czepiamy. Niektóre osoby wychodzą z takiego założenia: płacę podatki, jestem porządnym obywatelem, więc niby dlaczego nie mogę wyrzucić niedopałka na ulicę? Zdarzają się zamożni ludzie mieszkający w pięknych domach, którzy ukradkiem i pokątnie wyrzucają swoje odpadki gdzieś w parku. Proszę mi wierzyć: gdy ktoś taki, bądź co bądź przedstawiciel elit, zostanie przyłapany na tym dość zawstydzającym procederze, nie będzie potem kochał Straży Miejskiej.

Ale szczecinianie narzekają na na to, co robicie, ale na to, czego nie robicie! Strażnicy powinni dbać o porządek i bezpieczeństwo, tymczasem miasto jest brudne...

Rozumiem te opinie. Ale przyczyna wielu podobnych zastrzeżeń jest bardzo prosta: mamy za mało ludzi. W Szczecinie jeden strażnik przypada na 3200 mieszkańców. Jest najbardziej zapracowanym strażnikiem miejskim w Polsce. W Bydgoszczy te proporcje układają się 1 do 1450, w Gdańsku – do 1459, w Łodzi – do 1502. Mamy 115 funkcjonariuszy pracujących na trzy zmiany – a trzeba wyłączyć z tego tych, którzy nie patrolują ulic, tylko zajmują się innymi sprawami, np. wykroczeniami, patrolami szkolnymi. Dlatego nie jesteśmy w stanie złapać i ukarać każdego, kto śmieci. Ale będzie lepiej. Zwiększymy liczbę funkcjonariuszy – to jedna z najważniejszych spraw w planowanej reformie SM.

... po bramach wciąż stoją żule...

Zapewniam pana, że z wielu publicznych miejsc, które upodobali sobie ludzie nadużywający alkoholu, udało nam się ich przepłoszyć.

... a tak w ogóle to strażnicy nic pożytecznego nie robią, tylko jeżdżą po mieście swoimi nowymi samochodami i nie chce im się z nich wychodzić.

Po pierwsze – niektóre nasze patrole muszą być mobilne, właśnie po to, by zjawiać się jak najszybciej na miejscu zdarzenia. Pozwala nam to na przykładać łapać bałaganiarzy na gorącym uczynku. A że zgłoszeń jest mnóstwo, a naszych ludzi mało, strażnicy faktycznie sporo jeżdżą po ulicach. Po drugie – nie lekceważymy żadnych sygnałów, odpowiadamy na każde zgłoszenie. Co możemy łatwo udowodnić. Posługujemy się nowoczesnym systemem monitorowania i kontroli – skądinąd tak nowoczesnym, że przyjeżdżali zobaczyć go koledzy po fachu z innych miast, bo chcieli mieć podobny u siebie – który pozwala nam śledzić ruchy każdego z funkcjonariuszy, którzy wyruszyli w miasto. Widzimy na bieżąco, gdzie, kiedy i jak długo interweniowali – mamy też wgląd w historię każdego z patroli. Nie ma możliwości, żeby któryś ze strażników zlekceważył zgłoszenie przekazane przez dyżurnego, bo po prostu widzimy na monitorze, gdzie jest i co robi. I trzecia sprawa – pewne nieporozumienia z mieszkańcami czy radami osiedla biorą się stąd, że na miejsca zdarzeń wysyłane są te patrole, które są najbliżej. A powinno być tak, że poszczególne dzielnice miasta są „obsługiwane” przez wyznaczonych do tego ludzi, którzy znają ich specyfikę i główne problemy. Dlatego planujemy, żeby w ciągu najbliższych lat jeden patrol był przypisany do terenu jednej rady osiedla. To na pewno usprawni naszą pracę.
Mówi się też, że praca strażnika miejskiego to łatwa robota, którą wykonywać może każdy...
Wszyscy moi ludzie mają co najmniej wykształcenie średnie. 75 proc. z nich – wyższe. Wielu wciąż się dokształca, uczy się na studiach podyplomowych. A sama praca bywa niebezpieczna. Przykłady? Nie tak dawno temu nasz patrol został zaatakowany przez pijaną młodzież na pasażu Bogusława, jednego ze strażników kierowca ukarany za nieprawidłowe parkowanie próbował przejechać, inny funkcjonariusz został dotkliwie pogryziony przez psa... To ciężka służba.

Jak się pan czuł, gdy został pan nominowany do nagrody „śledzia” przyznawanej tym osobom i instytucjom, które sprawiły szczecinianom największy zawód?

Czułem się nieźle – a to z powodu uzasadnienia tej nominacji. Zostałem zgłoszony do „śledzia”, ponieważ „strażnicy czyhają na kierowców z radarami i podglądają panie na kąpieliskach”. To chyba dobrze, że dbamy o bezpieczeństwo na drogach, prawda? Z tym że wkradły się tu pewne nieścisłości. Pierwsza – faktycznie, staramy się walczyć z piratami drogowymi, ale nie „czyhamy” na nikogo z tego prostego powodu, że nie mamy ręcznych radarów - „suszarek”. Obsługujemy fotoradary. Druga sprawa – patrol, który ukarał mandatem panie w topless, to był patrol mieszany, byli tam strażnik i policjant. Gdybym dostał za to „śledzia”, musiałbym odebrać go razem z komendantem policji.

Z jakimi problemami szczecinianie zwracają się do was najczęściej?

Dostajemy wiele zgłoszeń dotyczących dzikich wysypisk. mieszkamy w mieście o gęstej zabudowie, więc nie brakuje sygnałów o nieprawidłowym parkowaniu. Ostatnio jest jakby mniej problemów z psami bez zabezpieczenia – mam wrażenie, że szczecinianie zaczęli przykładać większą uwagę do tej kwestii – za to dostajemy coraz więcej telefonów z prośbą o interwencję w sprawach mieszkaniowych, o rozwikłanie konfliktów między sąsiadami czy między lokatorem a wspólnotą. Staramy się im pomagać, choć nierzadko są to problemy, które przekraczają nasze kompetencje. Zdarzają się też zabawne interwencje. Kiedy jeszcze pracowałem na ulic, musieliśmy zająć się... kogutem, który piał w nocy, doprowadzając do szału okolicznych mieszkańców. Porozmawialiśmy z jego właścicielem. Udało mu się nauczyć koguta piania o normalnej porze.

Jaki jest Szczecin z perspektywy strażnika miejskiego? To miasto, w którym trudno zaprowadzić porządek?

Trzeba pamiętać o historii tego miejsca. Tworzy je ludność napływowa, która dopiero się tu zadomawia. Nie mamy długiej tradycji, do której moglibyśmy się odwołać, dlatego wielu z nas z pewnym sceptycyzmem odnosi się do wszelkich instytucji.

Ludność napływowa bardziej śmieci?

Nie. Ale w powojennym Szczecinie wszystko było tworzone od początku. Ludzie, którzy tu przybyli, byli bardzo samodzielni. Zamiast podporządkowywać się zastanym prawom – tworzyli własne. Skutkiem tego jest nie tyle krnąbrność, ale to, że jesteśmy słabo skonsolidowani, nie tworzymy wspólnoty.

Zapytam więc pana jako szczecinianina, a nie komendanta Straży Miejskiej: lubi pan swoje miasto?

Oczywiście. Bo jest piękne, gościnne i romantyczne.

A poza tym padają w nim zakłady pracy, ze stocznią na czele, rośnie bezrobociem nieliczne inwestycje przeprowadzane są z dużym mozołem, ciąży nad nami widmo kryzysu... Nie boi się pan, że czekają nas trudne, niebezpieczne czasy?

A czy to nie te trudne czasy wydobywają z nas to co najlepsze? Czy to nie w takich chwilach stajemy się bardziej solidarni, zbliżamy się do siebie, tworzymy wspólnotę? Trudne czasy mogą być wielką szansą.

Dziękuję za rozmowę.

Alan Sasinowski.

Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 20.03.2009 r.

 

Wyszukiwarka

BIP SM

Biuletyn Informacji Publicznej Straży Miejskiej Szczecin

Numery alarmowe służb miejskich i instytucji

112 - numer alarmowy UE
19656 - straż miejska
984 - pogotowie rzeczne
985 - ratownictwo górskie
986 - straż miejska
991 - pogotowie elektrowni
992 - pogotowie gazowni
993 - pogotowie ciepłowni
994 - pogotowie wodociągów
997 - policja
998 - straż pożarna
999 - pogotowie ratunkowe

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 

2008 - 2012 © Straż Miejska Szczecin