Resztki jedzenia, opony, książki, odpady budowlane, ubrania, zużyte pampersy. Na byłym garażowisku przy ul. Szafera piętrzą się tony śmieci, które mieszkańcy zwożą tu z całego miasta i okolic
Dwa lata temu garaże przy ul. Szafera poszły do rozbiórki. Jesienią w tym miejscu ma się rozpocząć budowa hali widowiskowo-sportowej. Ale na razie plac budowy to gigantyczne nielegalne wysypisko.
- To skandal - denerwuje się Kazimierz Rybczyński, który mieszka w bloku po drugiej stronie ulicy. - Moje okno wychodzi na ten chlew. Widzę czasem, jak podjeżdżają tam samochody. Nie byle jakie, a prawdziwe limuzyny. W biały dzień potrafią z bagażnika wyrzucić kilka wielkich worów.
Straż miejska i okoliczni mieszkańcy z wysypiskiem walczą od początku.
- To jest wysypisko samoodnawialne - mówi Joanna Wojtach, rzecznik straży miejskiej. - Ledwo posprzątamy, a za chwilę jest to samo. Jeździmy tam kilka razy w miesiącu, grzebiemy w śmieciach. Jak uda się znaleźć jakieś dokumenty, to docieramy do winnych i karzemy. Niestety, brakuje nam ludzi, żeby postawić tam całodobowy patrol.
Straży pomagają mieszkańcy osiedla. Ci, dla których wysypisko jest najbliższym sąsiedztwem i którzy mają dość ohydnego widoku, zaczęli robić zdjęcia samochodom. Spisują też numery rejestracyjne. Niestety, najczęściej wysyłają powiadomienia straży miejskiej anonimowo, zdjęcia są niewyraźne, a oni nie chcą być świadkami. Ale dla straży każda pomoc jest cenna.
Mandat za nielegalne pozbycie się śmieci wynosi do 500 zł. Od początku roku strażnikom udało się złapać na gorącym uczynku zaledwie dwie osoby. Cztery zostały ukarane, bo strażnicy dotarli do nich po fakturach znalezionych w śmieciach. Dwie są wezwane na przesłuchanie, a pięć wniosków trafiło do sądu grodzkiego.
Od poniedziałku Zarząd Budynków i Lokali Komunalnych sprząta teren. Usuwanie śmieci potrwa do końca tygodnia. Jednorazowe sprzątanie kosztuje 12,5 tys. zł.
- Wynajmujemy specjalistyczną firmę - mówi Szymon Dominiak-Górski, rzecznik ZBiLK-u. - 8,5 tys. to ich praca, a pozostałe 4 tys. to kontenery, do których trzeba te tony śmieci załadować. Za ok. dwa miesiące będziemy sprzątali ponownie. To dużo pieniędzy, wolelibyśmy za to np. wymienić ludziom okna czy naprawić dach. Ale musimy sprzątać.
Sposobem na zwrot choć części kosztów może być zwiększenie liczby wystawianych mandatów. My, podczas dziesięciominutowej wizyty na śmietnisku, znaleźliśmy trzy imienne faktury, podpisane nazwiskiem zeszyty, a nawet umowę zakupu mieszkania. Na jednym z wypełnionych śmieciami kartonów była naklejka z danymi adresata, mieszkańca Mierzyna.
Strażnicy obiecują, że zwiększą aktywność i będą w śmieciach przy ul. Szafera grzebać częściej.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, z dn. 01.04.2009 r.
|