|
Gdyby tylko towarzysko spotykali się weekendami na grobli jednego z wałów przeciwpowodziowych Wyspy Puckiej – nie byłoby sprawy. Ale oni wyciągają broń i strzelają do kaczek.
Na początku wygląda to na towarzyskie spotkanie. Ot, kumple przy sobocie chcą pogadać w męskim gronie. Na groblę przyjeżdża jeden samochód np. z dwoma pasażerami. Wysiadają, głośno rozmawiają, sięgają po komórki. Jakby się zdzwaniali z innymi. Po kilku minutach nadjeżdża jeszcze jedno auto, czasem dwa. Ferajna zwraca na siebie uwagę, bo rosłe chłopy, umięśnione, z ogolonymi głowami i szerokimi karkami. I nagle zaczynają rzucać na wodę kawałki chleba. Karmią ptaki? To zwróciło uwagę naszego Czytelnika. Potem był już tylko strach. Bo kilku mężczyzn wyjęło broń i zaczęło do zwabionych zwierząt strzelać. Widział, że niektóre z ptaków trafili. Ale nie myślał protestować. Uciekał, w obawie o własne bezpieczeństwo.
Czytelnik, który w ostatnim miesiącu dwukrotnie spotkał tych mężczyzn, chce zachować anonimowość. Boi się. Uważa jednak, że proceder zabijania powinien ktoś przerwać. Straż miejska?
- Nie, oni tylko dziadków z brzydkimi wędkami gonią- komentuje Czytelnik.
Straż miejska jest przede wszystkim od spraw porządkowych. Formacja nieuzbrojona, więc trudno wymagać, by interweniowała tam, gdzie pojawia się broń. Od tego jest policja.
- Zgłaszamy policji wszystkie znane nam przypadki postrzałów z broni śrutowej. Co z tego, skoro je umarzają. Przykład: ul. Krasickiego. Najpierw strzelano tam do kotów, potem do naszej wolontariuszki. I co? Umorzenie – nie kryje sceptycyzmu Teresa Piątkiewicz, prezes „Zwierzęcego Telefonu Zaufania”.
Problem nie tylko w tym, że w biały dzień zabija się zwierzęta. Gorzej, bo nie wiadomo, z jakiej broni mężczyźni strzelają. Nasz Czytelnik uciekał by go nie dostrzegli. Nie zapamiętał nawet marek samochodów, jakimi przyjeżdżali. Tym bardziej nie ma pewności, że strzelali z wiatrówki. Broń była krótka.
- Już się w tej sprawie porozumieliśmy z policją – mówi Joanna Wojtach ze straży miejskiej. - Nasze patrole będą tam chodzić. Policja będzie robić swoje.
Wygląda na to, że zabawy z bronią, obojętnie jaką, przy wale przeciwpowodziowym Puckiej już się skończyły. Trudno jednak liczyć, że grupa uzbrojonych „karków” odpuści. Ktokolwiek będzie świadkiem takich „zabaw”, powinien zaraz powiadomić o nich organy ścigania.
Arleta Nalewajko.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 06.04.2009 r.
|