|
W lasach i parkach mnożą się dzikie wysypiska. Zarówno zwykli mieszkańcy, jak i właściciele firm podrzucają nie tylko odpady budowlane, ale także "codzienne" śmieci. Jak walczyć z nieuczciwymi "zaśmiecaczami"?
Anna Łukaszuk: Co strażnicy robią, żeby zmniejszyć problem dzikich wysypisk?
Leon Gajewski, komendant straży miejskiej w Szczecinie: My naprawdę staramy się jak możemy. Działamy na dwóch płaszczyznach - doraźnie, czyli staramy się złapać na gorącym uczynku i karać, ale też chcemy uświadamiać społeczeństwu, że takie zachowanie jest nie w porządku. W końcu ktoś musi to sprzątnąć, a wtedy idzie to z pieniędzy nas wszystkich. To taki szczeciński sposób na oszczędzanie. Ktoś sobie wyliczy, że bardziej opłaca mu się zapłacić 500 zł jednorazowego mandatu, niż wykupić usługi firmy, która śmieci wywiezie. A to nieprawda. Wywóz śmieci nie jest taki drogi.
Jaką SM ma skuteczność w karaniu śmiecących?
- Jeszcze niedawno było bardzo dobrze. Na większości dzikich wysypisk znajdowaliśmy dokumenty, faktury, które pozwalały nam dotrzeć do ludzi, którzy w ten sposób pozbywają się zbędnego kłopotu. Teraz coraz częściej zauważamy, że ludzie stali się bardziej sprytni. Zdają sobie sprawę, że tego nie wolno robić, że mogą być ukarani, więc np. wyrzucając koperty, wyrywają albo zamazują adres.
Może warto przeprowadzić w Szczecinie zmasowaną kontrolę, która pokaże, kto nie ma podpisanej umowy na wywóz śmieci?
- Prowadzimy takie kontrole od pięciu lat. Nie damy rady sprawdzić całego miasta, bo nie mamy do tego ludzi. Jeżeli złapiemy kogoś, kto nie ma takiej umowy albo ma podpisaną mniejszą niż powinien, to karzemy mandatem od 20 do 500 zł i nakazujemy podpisanie umowy w terminie od 7 do 14 dni. Jeżeli nie podpisze, sprawa idzie do sądu grodzkiego. Tuż po świętach planujemy zaostrzyć kontrole. Będzie ich więcej, będą zaplanowane i dokładne. Trzeba w końcu rozwiązać ten problem.
Źródło: "Gazeta Wyborcza Szczecin", z dn. 15.04.2009 r.
|