|
To spory i trudny do rozwiązania problem. Wyganiani wracają, a przepędzać ich decydują się tylko nieliczni. Proszące o datki dzieciaki, wraz z ociepleniem powróciły na miejsca swojego zarobku. Do tramwajów.
- Jechałem linią numer jeden, od placu Sprzymierzonych do Grunwaldzkiego - opowiada pan Tomasz. W wagonie było dwoje, najwyżej dziesięcioletnich dzieci: chłopiec i dziewczynka, pochodzenia romskiego. On grał na akordeonie, ona zbierała do przeciętej na pół plastikowej butelki pieniądze.
Na Placu Grunwaldzkim, wedle relacji naszego Czytelnika, do tramwaju chciał wsiąść nieco straszy od opisanej dwójki chłopak - doszło do scysji między nim, a dziewczynką.
Żebranie - przed kościołami, hipermarketami, w tramwajach. Bywa, że dzieciaki są naprawdę głodne, częściej jednak swój „utarg” oddać muszą opiekunom, którzy z kolei wydają go na różnorakie cele i traktują jako stałe źródło dochodu.
- Doskonale wiemy o tym procederze i staramy się go monitorować, jednak ukarać kogokolwiek jest niezwykle trudno, chociaż istnieją ku temu przepisy. Trudność ta wynika z faktu, że praktycznie nie da się udowodnić rodzicowi czy opiekunowi, że nakłaniał dziecko do żebraniny, nie ma na to świadków. Dlatego zazwyczaj te osoby, które zmuszają swe pociechy do żebrania, pozostają bezkarne - przyznaje asp. Alicja Śledziona z KWP w Szczecinie.
Kiedy już policja czy straż miejska odbiorą sygnał o żebrzących dzieciach, te zabirane są do policyjnej izby dziecka, a potem zaczyna się poszukiwanie ich rodziców.
- Większość z małoletnich, a co za tym idzie także ich rodziców, przyjeżdża z Rumunii, która jest członkiem Unii Europejskiej, więc mają prawo przebywać w naszym kraju - zauważa A. Śledziona. - Proszące o złotówkę czy dwa złote dzieci mają chwytać nas za serduszka, wzbudzić litość. I dopóki będziemy poddawać się takim emocjom, dopóty żebranina będzie miała się dobrze.
Lepiej jednak jest takiemu dziecku zaproponować coś do zjedzenia, niż wrzucać pieniądze. Sprawi to, że poratuje się naprawdę głodnych, a zarazem zniechęci rodziców i opiekunów do zmuszania malców do żebrania.
- Nie należy przymykać oczu na ten problem. Kiedy tylko ktoś będzie nagabywany przez małoletnich, niech zgłosi to straży miejskiej lub policji - dodaje Joanna Wojtach, rzecznik szczecińskiej SM.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 07.05.2009 r.
|