|
W czasie, gdy klimat pustynnieje, a świat zabiega o utrzymanie naturalnych zbiorników i źródeł wody, w Szczecinie wydana zza biurka decyzja skazuje na zniszczenie dwa śródmiejskie stawy. Pomimo, że są siedliskiem rzadkich i chronionych gatunków ptaków oraz płazów. „Skandal!” - oceniają ekolodzy.
Na os. Kormoranów firma „Mazur” na zlecenie Zakładu Wodociągów i Kanalizacji buduje sieć kanalizacji deszczowej. W ub. tygodniu prace w rejonie ul. Łącznej i Wkrzańskiej - po interwencji Fundacji „Ratujmy Ptaki” i „Kuriera” - przez straż miejską zostały wstrzymane. Okazało się bowiem, że wykonawcy ziemię z wykopów zwożą do jednego z istniejących tam stawów, gdzie gniazdują ptaki. Prawo zaś zabrania płoszenia „fruwaków” w okresie lęgów oraz niszczenia ich gniazd i siedlisk (grozi za to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia).
Wydawało się, że do przynajmniej do połowy października, czyli do zakończenia ochrony lęgów, stawom oraz żyjącym w nich zwierzętom nic nie grozi. Niestety, wykonawca roboty wznowił. Sprawa z niedopatrzenia nabrała charakteru przestępstwa.
- Tym razem dostaliśmy sygnał od jednego z mieszkańców, że stawy są naturalnym siedliskiem kumaka nizinnego. Ponieważ to płaz objęty ścisłą ochroną, poprosiliśmy o pomoc eksperta. Ten potwierdził: staw zamieszkują rzadkie gatunki ptaków i płazów, więc... sprawę przekazujemy naszym kolegom z policji - mówi Joanna Wojtach ze straży miejskiej.
Ekspertem jest Ryszard Czeraszkiewicz, miejski łowczy. Nie ma wątpliwości: stawy są naturalnymi zbiornikami wody o bogatej florze i faunie.
- Występuje tu nie tylko kumak nizinny, ale też kokoszka wodna, trzcinniczek, potrzos, świergotek łąkowy, pokląskwa, pliszka siwa. Stwierdziłem to tylko podczas krótkiej lustracji. Gdyby zrobić spis z natury, wraz z bezkręgowcami i florą, to w stawach jest do 1,5 tysiąca gatunków. Powinniśmy się dobrze zastanowić, czy nas stać na taką stratę w naturze - twierdzi R. Czeraszkiewicz. - Nie wyobrażam sobie, by przyjechał spychacz i to wszystko zasypał. To inwestycja o poważnym wpływie na środowisko. Jeżeli jakiś przyrodnik wydał zgodę na to zniszczenie stawów, to stracił moralne prawo do bycia ekspertem w tej dziedzinie. Jeżeli zgodził się urzędnik, to jest decyzja wydana zza biurka.
Nie wiadomo czy inwestycja ma tzw. decyzję środowiskową. ZWiK - jako inwestor - tego nie potwierdza. Od przedstawiciela wykonawcy dowiedzieliśmy się tylko, że ma pozwolenie na budowę wraz z kompletem wymaganych opinii i uzgodnień. Czy jest w nim mowa o wpływie na środowisko lub tzw. kompensacji przyrodniczej - nie potrafił powiedzieć. Magistrat na ten temat milczy.
Ustaliliśmy, że pozwolenie na budowę 18 lutego br. wydała Halina Klocek-Kowalska z Wydziału Urbanistyki i Administracji Budowlanej UM. Na podstawie projektu Piotra Byczkowskiego, na zlecenie firmy „Mazur”. Stawy mają zostać zniszczone, bo „na odnogę kolektora sieci kanalizacji deszczowej decyzja środowiskowa nie jest wymagana” - przekazało nam źródło w magistracie.
- Teren nie jest użytkiem prawem chronionym, choćby ze względu na walory krajobrazowe. Stawów nawet nie ma na mapie. Przez to nie dotyczy ich waloryzacja przyrodnicza. Co znaczy: można je zniszczyć bezkarnie i grosza za to nie zapłacić - twierdzi nasz informator.
Mimo że straż miejska w piątek nakazała powtórnie powstrzymać prace przy stawach na Warszewskich Wzgórzach, w sobotę - jak sprawdziliśmy - przy jednym pojawiła się nowa hałda ziemi.
Arleta NALEWAJKO
Źródło: "Kurier Szczeciński" z dn.18.05.2009 r.




|