|
Kraków wydaje wojnę właścicielom psów, którzy nie sprzątają odchodów po swoich pupilkach. Mandaty 500-złotowe, a nawet kary sądowe do wysokości 5 tys. zł. Drastyczne? Pewnie tak, ciekawe, czy skuteczne. A jeśli tak, to może warto skorzystać z przykładu?
O właścicielach psów, którzy uważają, że publiczne chodniki i trawniki są darmową kloaką dla zwierząt, napisano już chyba wszystko. Nie ma tak naprawdę sposobu na skuteczne zmuszenie do sprzątania psich kup. Nawet gdyby zatrudnić dodatkową armię strażników miejskich, to i tak szanse, że będzie czyściej, są żadne. W mieście żyje kilkadziesiąt tysięcy psów, każdego przecież nie sposób upilnować, a mentalność większości właścicieli jest jaka jest.
Prezydent Krakowa powołał specjalny zespół do walki z psimi kupami. Oprócz rozdawania darmowych zestawów do sprzątania, postawiono na wysokie kary.
- To żaden nowy pomysł. Teoretycznie mandaty u nas są takie same, 500 zł może nałożyć strażnik, a 5 tys. sąd grodzki w przypadku odmowy przyjęcia mandatu – komentuje Joanna Wojtach, rzeczniczka szczecińskiej straży miejskiej. My też prowadzimy szereg akcji przeciwko właścicielom psów.
Była kampania „Kupa nie gryzie”, są kupione z budżetu miasta zestawy do zbierania odchodów, działają wybiegi miejskie. Bez większych efektów. „Nie sprzątam, bo inni nie sprzątają”, „O co chodzi, przecież to tylko piesek” - to najczęstsze argumenty właścicieli, którzy nie chcą zebrać odchodów. Za zwrócenie uwagi można często narazić się albo na lekceważenie, albo na obelgi.
***
Więc niech będzie, skoro zdecydowana większość osób nie chce sprzątać, to niech nie sprząta. Tylko wtedy powinny zapłacić innym, w tym wypadku miastu. Gdyby opłata roczna za psa uwzględniała koszt usuwania odchodów, to miasto stać byłoby na dodatkowych pracowników, specjalne odkurzacze, specjalistyczne środki chemiczne.
Źródło: " Kurier Szczeciński" z dn.23.06.2009
|