|
Przepis nie bardzo obowiązujący
Zakaz postoju to znak bardzo często spotykany w Szczecinie. Problem polega na tym, że przeważnie nie jest przestrzegany przez kierowców. Jego naruszanie zaś rzadko ścigane jest przez policję, która woli, kiedy tym niepopularnym zajęciem trudni się straż miejska.
O tym, że służby porządkowe zupełnie sobie nie radzą ze ściganiem osób naruszających zakaz postoju, najlepiej widać już 400 metrów od Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczczecinie. Na ulicy Korszarzy przy Zamku Książąt Pomorskich, długi rząd aut parkuje każdego dnia. Pierwszy staje dokładnie pod znakiem zakazu postoju. Na pytanie dlaczego policjanci nie robią nic z wykroczeniem, które widać z okien ich komendy, odpowiedź jest zaskakująca.
- Jeśli szuka pan cudów, proszę dzwonić gdzie indziej - mówi nadkom. Paweł Sudakow, szef Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. - Takich miejsc, gdzie są źle zaparkowanie auta jest w Szczecinie wiele.
Jeśli patrol widzi takie zdarzenie, to reaguje. Ale funkcjonaruszy ruchu drogowego jest mało i w pierwszej kolejności muszą obsłużyć wypadki i kolizje. Większość zawiadomień o źle zaparkowanych autach przekazujemy straży miejskiej.
Według nadkomisarza Sudakowa, nie ma możliwości odholowania auta, jeśli ono stojąc nie stwarza realnego zagrożenia dla ruchu drogowego. Wyjątkiem są miejsca, na którym znakowi zakazu postoju towarzyszy tabliczka informująca o możliwości odholowanie źle zaparkowanego samochodu. Szef drogówki jednak zamiast np. wzorem Berlina umieszczać takie tabliczki, wolałby znaki zakazu zdejmować.
- Nie chcę wchodzić w kompetencję Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego w Szczecinie - zastrzega Sudakow. - Warto by się jednak przyjrzeć miejscom, w których jest wprowadzony zakaz postoju, jeżeli parkujące tam auta nie stwarzają zagrożenia i nie utrudniają życia innym, to może warto te znaki po prostu zdjąć.
W przynajmniej kilku miastach w Polsce rolę policji, podobnie opieszałej jak w Szczecinie, przejęli obywatele. Zirytowani łamiącymi przepisy kodeksu kierowcami robią zdjęcia i składają zawiadomienia na policję i do straży miejskiej. W Szczecinie taką obywatelską postawą mieszkańcy wykazują się rzadko.
- Były już takie wypadki - przyznaje nadkom. Paweł Sudakow. - Każdy obywatel może powiadomić policję albo inne organy o popełnionym wykroczeniu. Może to być na przykład zdjęcie wysłane mailem. Wtedy wzywamy autora zdjęcia do złożenia zeznania i przekazujemy sprawę do sądu.
Artur Ratuszyński
Źródło: "Kurier Szczeciński" z dn. 09.07.2009 r.
|