|
Koniec handlu śmieciami wyciąganymi z koszy i pojemników PCK, koniec pijaństwa i awantur, koniec namolnych, a czasami agresywnych „sprzedawców”? Po kilku latach funkcjonowania dzikiego targowiska przy szczecińskim Manhattanie miasto w końcu zaczęło go likwidować i sprzątać teren. Pytanie, czy skutecznie?
O problemie dzikiego targowiska pisaliśmy wielokrotnie – Zarząd Manhattanu nie mógł sobie poradzić, bo wyrzucani poza teren bazaru handlarze rozkładali swoje stoiska tuż za siatką
- Stare dywany, kanapy, resztki mebli z których zbudowane były prowizoryczne stoiska, deski, kartony. W sumie z tego terenu wywieźliśmy kilka ton śmieci – wylicza Magdalena Woźniak, ze szczecińskiej straży miejskiej – głównym problemem tutaj było jednak pijaństwo.
Interwencje straży miejskiej i policji były w tym miejscu codziennością. Pijaństwo, awantury, sikanie w krzakach, a nawet uprawiające seks pary. W okolicy dochodziło też do napadów na starsze kobiety.
Akcja usuwania handlarzy trwa od kilku dni. Wyrzuceni przez ochronę targowiska i straż miejską sprzedawcy nie rezygnują. Wczoraj kilka razy dochodziło do awantur z funkcjonariuszami.
- Zarabiam na życie, a co mam kraść, komu to przeszkadza? - krzyczał do ochroniarzy starszy mężczyzna – Oddajcie mi swoje pensje, to przestanę tu stać.
Większość sprzedawców zachowuje się jednak względnie spokojnie. Czekają co będzie. Mają nadzieję, że za kilka dni sytuacja się „unormuje”, czy ponownie rozłożą na ziemi swój towar i dalej potoczy się życie bazarowe liczone od flaszki do flaszki.
Oczywiście ci, którzy akceptują regulamin i chcą płacić symboliczną stawkę, mają do dyspozycji zadaszoną powierzchnię ze stołami. Miejsca wystarczy dla wszystkich, ale na targowisku nie toleruje się osób pijanych.
Źródło: "Kurier Szczeciński" z dn. 24.07.2009 r.

Źródło: Kurier Szczeciński, fot. Piotr Biniek
|