|
Gryzący, śmierdzący dym wciska się do mieszkania mimo zamkniętych okien. Iskry z ogniska spadają na pokryty papą dach. Upalnie, sucho. W każdej chwili może dojść do pożaru. To nie opis ćwiczeń strażackich, to rzeczywistość wielu szczecińskich dzielnic. Palimy ogniska nie patrząc na uciążliwości dla sąsiadów i ryzyko pożaru. Wolno nam czy nie?
Przepisy regulujące palenie ognisk są nieprecyzyjne. W myśl przepisów na własnej posesji wolno nam spalać pozostałości roślinnych, typu gałęzie i liście. Z drugiej strony nie wolno powodować nadmiernej ilości dymu i uciążliwego zapachu. Tylko co to znaczy „nadmierna ilość”? Osoby wrażliwe wyczuwają na kilkanaście metrów dym z papierosa, inni uwielbiają wiosenne wypalanie liści (kopcą okrutnie), bo im się to dobrze kojarzy. A co z dymiącym grillem? Zapach skwierczącej na ruszcie kiełbasy u sąsiada też może być dla niektórych koszmarem.
- Osoby spalające odpady muszą mieć na uwadze dobro współmieszkańców i nie mogą naruszać przepisów przeciwpożarowych – tłumaczy Joanna Wojtach, rzeczniczka straży miejskiej.
Jeśli sąsiad zgłosi, że spalamy w ognisku butelki PET, czy śmieci można liczyć się z wysokim mandatem a nawet ze skierowaniem sprawy do sądu grodzkiego.
O ile łatwo nakryć kogoś na spalaniu śmieci w przydomowym ognisku, to złapanie go, gdy używa pieca czy kominka jest bardzo trudne. Problem w tym, że straż miejska nie może przeprowadzać kontroli w budynku, czy domu. Jeśli funkcjonariusze odbierają sygnał od współmieszkańców, że sąsiad spala w piecu podejrzane, toksyczne odpady, to prowadzona jest obserwacja terenu wokoło posesji, a sprawa trafia do wydziału ochrony środowiska.
Częsty problem w naszym mieście, to wypalanie kabli na działkach, garażowiskach przez złomiarzy. Największe zagrożenie powodują jednak bezdomni, którzy grzeją się przy ogniskach. Takie osoby potrafią rozpalić ogień nawet w opuszczonych drewnianych budynkach.
Niektórzy mieszkańcy peryferyjnych dzielnic Szczecina, dają o sobie znać po zmierzchu, gdy nie widać z którego komina wydobywa się gryzący dym. Po specyficznym smrodku można się domyślać, że w piecach spalają śmieci, aby zaoszczędzić na wywózce. Działkowicze z kolei, zamiast kompostować resztki roślin, palą je. Prawo w tej sprawie jest mętne, a w skwarne lato ludzie zmuszeni są zamykać okna. Może więc wzorem niektórych dużych miast, radni podjęliby jednoznaczną uchwałę o zakazie procederu i karach.
Źródło: "Kurier Szczeciński", str. 2, z dn. 10.08.2009 r.
|