|
Przede wszystkim wypić, a jak nie ma za co, to skombinować pieniądze na alkohol. Można „pożyczyć”, czyli wyłudzić od przechodniów, jak się nie da, to zastraszyć albo ukraść. Potem imprezka w bramie, krzyki, wyzwiska, awantury, sikanie i wymiotowanie po kątach. Na koniec zasnąć gdzie popadnie lub doczłapać na metę.
Tak wygląda typowy szczeciński menel. I ma się bardzo dobrze. Mimo deklaracji straży miejskiej, policji i niezależnie od panującej w magistracie opcji politycznej w całym mieście istnieją swoiste „oazy” dla pijaczków, złodziei, małoletnich bandytów, handlarzy narkotyków czy prostytutek. Nawet nie są to konkretne adresy, tylko całe ulice: Śląska, Kaszubska, Pocztowa, prawie cała Jagiellońska. Owiane złą sławą są też okolice dawnego „grzybka” przy Bramie Portowej, teren dworca centralnego i rondo Giedroycia. Wystarczy, że w pobliżu jest sklep monopolowy i brama, do której da się wejść, a da się wejść do każdej, bo nie ma takiego domofonu, którego nie można zepsuć. W ubiegłych latach były choć próby ucywilizowania niektórych okolic. Akcje „brama” przynosiły choć chwilowy oddech mieszkańcom najbardziej opanowanych przez „element” budynków. W tym roku straż miejska i policja ogranicza się tylko do doraźnych interwencji.
- Mamy bardzo dużo innych zadań – tłumaczy Joanna Wojtach, rzeczniczka Straży Miejskiej. - Oprócz ochrony spokoju i porządku w miejscach publicznych czuwamy też nad porządkiem ruchu drogowego w mieście. Kontrolujemy miejsca parkingowe, sprawdzamy legalność handlu. Pomagamy przy zabezpieczaniu imprez masowych.
W okresie urlopowym liczba stałych patroli w mieście jest bardzo mała. Skuteczność interwencji czy działa prewencyjnych jest więc praktycznie żadna. Menele nie boją się mandatów, wyrzuceni z bramy wracają po kilku godzinach. Jeśli w kamienicy mieszka ktoś „z towarzystwa”, to szanse na skuteczne pozbycie się problemu są żadne. Wtedy nie pomoże nawet mobilizacji lokatorów i notoryczne kontrole funkcjonariuszy.
***
Poddać się, wyprowadzić, nie zauważać czy za wszelką cenę i wszelkimi metodami walczyć? Jak wychowywać dzieci w kamienicy opanowanej przez pijaczków? Takie pytanie codziennie zadaje sobie wielu z nas, bo problem jest powszechny. Co musi się stać, aby miasto wydało w końcu wojnę żulom?
Źrodło: "Kurier Szczeciński", z dn. 19.08.2009 r.
|