|
Okazuje się, że na drogach wewnętrznych, niepublicznych jest problem nie tylko z samowolnym parkowaniem aut gdzie popadnie, ale też z pozostawianiem zdezelowanych wozów, które niepotrzebnie zajmują miejsca postojowe i szpecą.
- Już kilka lat temu przy ul. Łubinowej ktoś porzucił trabanta – mówi Karolia Gościńska-Pastucha, administratorka na osiedlu Słonecznym. - Ponieważ ma numery rejestracyjne i koła, nie możemy go traktować jako wrak, tylko jako cudzą własność, której nie można usunąć. Sprawę zna straż miejska i policja, i... nic. Podobno nie ma siły, żeby trabanta zabrać. Takie są przepisy. Administracja ze swojej strony może jedynie dbać o czystość wokół.
- Problem tkwi w luce prawnej – tłumaczy kierownik administracji Bolesław Cichocki. - Zgodnie z interpretacją straży miejskiej wraki usuwają właściciele parkingów; w tym przypadku właścicielem tego parkingu, na którym stoi trabant, jest Spółdzielnia Mieszkaniowa „Dąb”. To parking na terenie strefy zamieszkania. My mamy usunąć porzucony pojazd lub wrak, lub też powiadomić właściciela, ale jako administracja nie mamy dostępu do jego danych osobowych. Dostęp do danych mają policja i straż miejska. Ale im z kolei nie wolno uch udostępniać. Straż miejska uważa, że to spółdzielnia powinna wynająć lawetę, zabrać podrzutka na parking strzeżony i składować go tam przez rok. Jeśliby właściciel się nie zgłosił, to spółdzielnia powinna na swój koszt go zezłomować... W związku z tym, że nie jest to dobre rozwiązanie, z z niecierpliwością czekamy na rozporządzenie Rady Ministrów, które uzbroi straż miejską w przepisy dotyczące wraków. Powinny się w ogóle zmienić przepisy dotyczące dróg niepublicznych. Teraz regulacje są takie, że właściciel parkingu mogę na nim stawiać znaki jakie tylko chcę. Straż miejska nie ma uprawień, aby karać, policja też, chyba, że zagraża to bezpieczeństwu.
Anna B. Czerniawska.
Źródło: "Panorama 7", z dn. 204.09.2009 r.
|