|
Czytelnicy do "Gazety".
Mieszkam przy ul. Małopolskiej (róg z Jarowita) w Szczecinie i niemal każdy dzień roboczy mam problem z wyjechaniem z parkingu przy tej właśnie ulicy.
W związku z tym, iż jest to jedyny odcinek ulicy, na którym nie obowiązuje opłata parkingowa, pracownicy pobliskiego sądu, prawnicy przyjeżdżający na rozprawy, urzędnicy z urzędu skarbowego i zlokalizowanych w okolicy biur stają samochodami, gdzie popadnie, często zastawiając nam wyjazd z parkingu.
Bardziej rozgarnięci właściciele aut zostawiają za szybą numery telefonu i – w razie konieczności, po interwencji telefonicznej – przestawiają pojazdy w inne miejsce. Inni bezmyślnie blokują wyjazd, w związku z czym my, zwykli mieszkańcy, zmuszeni jesteśmy wyjeżdżać chodnikiem, za co możemy zostać ukarani mandatem.
Telefony do straży miejskiej nie mają sensu, bo wiecznie słyszę „patrol jest w terenie i dziś nie dojedzie” lub „wyślemy jednostkę, jak tylko będzie wolna – proszę czekać”. Dwukrotnie czekałam dwie godziny – nikt się nie zjawił, a ja spóźniłam się do pracy, zmuszona slalomem wyjeżdżać po chodniku, omijając poustawiane tam auta.
Proszę o zwrócenie uwagi na tę właśnie ulicę i nękający mieszkańców tej okolicy problem.
Może kilkanaście blokad i mandatów w ciągu każdego dnia uświadomi pracownikom sądu, urzędu skarbowego i prawnikom, że nie wszystko im wolno, a zwykły człowiek będzie mógł stwierdzić, że według prawa wszyscy jesteśmy równi.
Mieszkanka domu przy ulicy Małopolskiej.
Dla Gazety, Joanna Wojtach, rzecznik straży miejskiej w Szczecinie
Wiemy, że jednym z miejsc, gdzie kierowcy zastawiają innym wyjazd z parkingu, jest zbieg ul. Małopolskiej i Jarowita. Na sygnały w tej sprawie straż miejska stara się reagować w miarę możliwości. nie jesteśmy jednak jednostką, która zajmuje się tylko nielegalnie parkującymi. W ciągu jednej zmiany po mieście krążą dwa lub trzy patrole. nie możemy od razu wyruszać w każde miejsce wskazane przez interweniujących. Tym bardziej że czasami otrzymujemy kilkanaście takich zgłoszeń dziennie. Jest nas po prostu za mało. Dlatego zdarza się, że dyspozytor, zgodnie z prawdą, odpowiada, że w danej chwili nikt nie może się zgłoszeniem zająć. Nie znaczy to, że sprawę bagatelizujemy. Problem w tym, że nasza interwencja i ewentualne nałożenie kary jest tylko działaniem doraźnym. Na pewno nie zlikwiduje to parkingowej samowoli.
Źródło: "Gazeta Wyborcza", str. 2, z dn. 1.12.2009 r.
|