|
Czy w Szczecinie, opierającym swój wizerunek i strategię rozwoju na haśle „Pływający ogród", ekologia to tylko puste hasło? - zastanawia się nasz Czytelnik. Żadna z miejskich jednostek nie pomogła mu legalnie pozbyć się poremontowych odpadów budowlanych.
Pan Jan mieszka w Śródmieściu. Przed kilkoma tygodniami zaczął w mieszkaniu remont: zamierzał zmienić aranżację łazienki i kuchni.
- Wiedziałem, że trzeba będzie skuć płytki, wyburzyć działowe ścianki. Roboty kompleksowe, więc spodziewałem się sporej ilości odpadów. Zamówiłem kontener w specjalistycznej firmie. Stał trzy dni. Został zapełniony po brzegi. Za tę usługę z wywiezieniem i utylizacją gruzu budowlanego zapłaciłem 180 zł - wspomina Czytelnik.
Ostatnia faza remontu polega na dopieszczaniu szczegółów. W przypadku pana Jana łazienka i kuchnia były gotowe po miesiącu i trzech kolejnych workach budowlanych odpadów.
- Zapakowałem worki do bagażnika i zawiozłem do Sierakowa. Wysypisko zamknięte, odpadów nie przyjmują. Skierowali mnie do Siadła Górnego. Tam żywej duszy - wspomina p. Jan. - Dzwonię: Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego, Zakład Usług Komunalnych. W obu tych jednostkach słyszę, że remontowe odpady ich nie interesują. Nie umieli mi powiedzieć, co zrobić, by legalnie się pozbyć worków.
Pan Jan pojechał jeszcze do firmy zajmującej się utylizacją takich odpadów. I tam nie zastał nikogo.
- Mogłem śmieci wywalić w lesie i mieć spokój. Przez troskę o środowisko narobiłem kilometrów, odbiłem się od urzędniczej obojętności, zszarpałem nerwy. Dlatego... popełniłem wykroczenie, bo w końcu worki z odpadami zostawiłem pod bramą firmy utylizacyjnej. Ale co innego miałem robić?! - mówi Czytelnik.
Nie trzeba działać na żywioł - sugeruje Joanna Wojtach ze straży miejskiej.
- Wystarczyło firmie, która dostarczała kontener, zlecić przywiezienie worka na mniejszą ilość odpadów - stwierdza J. Wojtach. - Jest też drugie rozwiązanie: skoro poremontowych śmieci było mało, można je było wrzucić do pojemnika z odpadami komunalnymi. Nadgorliwością ze strony straży miejskiej byłoby karanie mandatem kogoś w takiej sytuacji.
Na przyszłość, z pytaniami o odpady lepiej zwracać się do straży miejskiej, niż do podmiotów, które - jak pokazuje praktyka - ekologią zajmują się tylko teoretycznie.
Arleta Nalewajko.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 8.12.2009 r.
|