|
Mieliśmy skargi na żebrzące kobiety. Wezwałam straż miejską. Usłyszałam, że jeśli nasi klienci nie zgodzą się pójść do sądu jako pokrzywdzeni, straż nie może nic zrobić - denerwuje się pracownica szczecińskiego sklepu.
Pani Hanna pracuje w jednym z punktów przy al. Niepodległości. Prosi, by nie podawać jej nazwiska ani miejsca pracy: - Zwyczajnie się boję - mówi. - Zwłaszcza, że, jak się okazuje, na pomoc nie ma co liczyć.
Pani Hanna w poniedziałek, 7 grudnia zadzwoniła do straży miejskiej. Zgłosiła, że od kilku tygodni ich klienci, zwykle osoby starsze, są zaczepiani przez żebrzące pod drzwiami kobiety. Żebraczki to prawdopodobnie Rumunki, których z dala pilnują mężczyźni. Gdy ktoś nie da im pieniędzy, krzyczą i wymyślają. Klienci boją się wejść do ich sklepu.
Pani Hanna twierdzi, że dyżurny straży miejskiej tłumaczył jej, iż sprawa jest bardzo skomplikowana.
- Doradził mi, że musi być ktoś, kto wystąpi przed sądem jako pokrzywdzony, bo czuje się nagabywany. Najlepiej kilka takich osób. Wtedy sprawą będzie mogła zająć się policja - relacjonuje pani Hanna. - Jakiś absurd. Przecież nie będę namawiać klientek, żeby wikłały się w procesy. A tak odebrałam tę radę. Przecież wystarczyłoby, aby strażnicy ponękali żebrzących kontrolami.
Kobieta twierdzi, że nie dostała pomocy, więc postanowiła zadzwonić do naczelnika rejonu. Dyżurny dał jego numer. U naczelnika jakaś pani poinformowała, że go nie ma.
- Zostawiłam więc numer telefon do siebie. Obiecano mi, że naczelnik oddzwoni w czwartek 10 grudnia. Ale do dziś nikt nie zadzwonił - mówi kobieta.
Joanna Wojtach, rzeczniczka straży miejskiej po naszej interwencji odsłuchała nagranie tego zgłoszenia pani Hanny. Twierdzi, że dyżurny jedynie przedstawił stan prawny. Jedyny błąd, jaki popełnił, to ten, że dał kobiecie numer do naczelnika zamiast do referatu skarg.
- Od września tego roku mamy wprawdzie przepisy w kodeksie wykroczeń zabraniające żebrania osobom, które mają pracę i środki do egzystencji oraz zabraniające nakłaniania do żebractwa osób podległych, np. dzieci - wyjaśnia Wojtach. - Ale z obywatelami Rumunii mamy problem. Bo jak sprawdzić, czy mają środki do egzystencji? Przed wstąpieniem ich kraju do Unii Europejskiej dzwoniliśmy do straży granicznej i od razu można było zatrzymać żebrzących. Teraz mogą przebywać na terenie UE jak wszyscy. Dzisiaj rzeczywiście musiałby znaleźć się ktoś, kto zgłosi sprawę policji jako pokrzywdzony.
Rzeczniczka twierdzi, że strażnicy jednak jeżdżą w miejsca, gdzie stoją żebrzący. Ci na widok munduru uciekają, ale później wracają. W ostatnich dwóch latach szczecinianie zgłosili 80 przypadków żebractwa. Obiecuje, że straż będzie interweniować w takich przypadkach.

FOTO: Cezary Aszkiełowicz
Co zrobić, gdy dyżurny straży nie pomoże? Można interweniować w referacie skarg przy ul. Felczaka od poniedziałku do piątku w godz. 7.30-15.30. We wtorek skargi przyjmował tam Piotr Pawlak (na zdjęciu).
Monika Adamowska.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, str. 4, z dn. 16.12.2009 r.
|