|
Zima nie odpuszcza i płoszy bezdomnych z ich koczowisk. Po brzegi zapełnione jest schronisko pogotowia zimowego, ludzie leżą w przejściach i na korytarzach. W innych przytuliskach zostało zaledwie po kilka miejsc. Każdego dnia trafiają kolejne wyziębione i schorowane osoby. Niejednokrotnie te same, które niedawno ze schroniska uciekły.
Ponad 170 osób przebywa w największym schronisku przy ul. Zamkniętej prowadzonym przez Stowarzyszenie „Feniks”.
– Takiej ciasnej zimy jeszcze nigdy nie mieliśmy - przyznaje Arkadiusz Oryszewski, prezes stowarzyszenia, które prowadzi również Pogotowie Zimowe w mieście. – Do końca stycznia prognozują u nas mróz, więc wszystkie te osoby pozostaną. Na noc rozkładamy materace na wszystkich wolnych przestrzeniach, w przejściach i na korytarzach. Ludzie leżą, gdzie się da.
Cztery wolne łóżka miało jeszcze wczoraj przytulisko Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Wielgowie. Chorymi zapełniony jest dom socjalny przy ul.Strzałowskiej prowadzony przez Caritas. Tylko kilka górnych łóżek pozostało w ich schronisku dla bezdomnych mężczyzn przy ul. Nehringa.
– Ludzie, którzy do nas trafiają, są schorowani i trudno im korzystać z miejsc na górze – mówi Małgorzata Dziwir-Lange, dyrektor schronisk Caritas. – Ponad limit podopiecznych jest też w naszym schronisku dla kobiet w Płoni.
Strażnicy miejscy ze wszystkich oddziałów codziennie popołudniami i wieczorem patrolują znane im koczowiska bezdomnych. Przekonują, by się przenieśli w bezpieczniejsze miejsce, do placówek.
– Od 4 stycznia podjęliśmy 51 takich interwencji – mówi Joanna Wojtach, rzecznik straży. – Jeździmy do garaży, pawilonów śmietnikowych, na przystanki, klatki schodowe, odwiedziliśmy nawet wiatrak, bo zgłaszano, że tam mieszka człowiek. Często bezdomni proszą, byśmy dali im spokój, bo chcą żyć właśnie tak, jak żyją. Np. w zimnej przyczepie campingowej.
Najmłodsi bezdomni, którzy mieszkają w schronisku Pogotowia Zimowego, mają 20 lat, najstarsi blisko 80. Najwięcej tu mężczyzn ok. 50. roku życia.
– W ostatnich dniach wyjeżdżamy co noc i codziennie kogoś przyjmujemy – mówi Arkadiusz Oryszewski. – To przeważnie ludzie, którzy już u nas byli. Nie są bardzo zaniedbani, bo kilka dni wcześniej zostali przez nas umyci, ogoleni, nakarmieni, ubrani. Uciekają ze schronisk najczęściej na klatki schodowe, bo w placówkach im za ciasno. A stamtąd przeganiają ich mieszkańcy.
Każdy, kto w Szczecinie szuka schronienia dla bezdomnego, może dzwonić pod numer policji – 997, straży miejskiej – 986 i Pogotowia Zimowego – 91 421 61 22.
Źródło: "Kurier Szczeciński" z dn. 22.01.2010 r.
|