|
Straż miejska interweniowała wczoraj po zgłoszeniu jednego ze szczecinian, że dwójka rodziców, obywateli rumuńskich, natarczywie żebrze w okolicach Apteki przy Galerii, naprzeciwko dawnego Posejdona. Była z nimi dwójka dzieci w wieku 4 i 10 lat. Okazuje się, że przy takiej pogodzie wędrują oni tak od jakiegoś już czasu po centrum, także po alei Wyzwolenia i w rejonie placu Rodła, licząc na litość i jałmużnę od przechodniów.
Strażnicy wezwali pogotowie ratunkowe zaniepokojeni o stan zdrowia dzieci towarzyszących żebrzącym rodzicom przy panującym teraz na zewnątrz mrozie. Sanitariusz nie stwierdził jednak u nich żadnych symptomów mogących wskazywać na zagrożenie zdrowia lub życia.
Kiedy funkcjonariusze SM, którzy mają prawo nałożyć mandat za żebractwo i skłanianie do udziału w nim nieletnich, chcieli spisać protokół z interwencji, świadek się ulotnił.
– Jako obywatele Rumunii, państwa członkowskiego Unii Europejskiej, mają oni prawo przebywać także w naszym kraju. Zajęliśmy się jednak sprawą w obawie, czy tym dzieciom nie stanie się krzywda. W sprawę zaangażowany został także szczeciński MOPR po sygnale, że są to osoby bezdomne, które pomieszkują w jednym z opuszczonych budynków przy ul. Gdańskiej – informuje Joanna Wojtach, rzecznik prasowy Straży Miejskiej.
Dziś strażnicy wspólnie z pracownikami MOPR-u wybiorą się do miejsca, w którym żebrzący zatrzymani w środę rzekomo tymczasowo, znaleźli sobie schronienie. Zbadają warunki, w jakich tam przebywają. Żebractwo rodziców to jedno, a narażanie zdrowia i życia dzieci to drugie. Oby w porę udało się zapobiec tragedii.
Źródło: "Kurier Szczeciński", z dn. 28.01.2010 r.

Fot. Dariusz R. Janowski, Kurier Szczeciński
|