|
Z absurdalną sytuacją zmagają się mieszkańcy bloku przy ul. Księcia Kazimierza 17. Od trzech dni drogę dojazdową do śmietnika i schodowych klatek blokuje samochód.
Straż miejska twierdzi, że nie może ukarać kierowcy. Mieszkańcy nie mogą zrozumieć całej sytuacji. Twierdzą, że boją się o swoje życie i zdrowie. Zwracają uwagę, że na zastawiony chodnik, w razie potrzeby, nie wjedzie ani straż pożarna, ani inne ratunkowe służby.
– Dwa dni temu do jednego z mieszkańców wezwano pogotowie. Ekipa musiała zostawić samochód w dużej odległości od klatki i do pacjenta dojść pieszo – opowiadają mieszkanki osiedla. – Gdyby kogoś z nas trzeba było znieść na noszach, nikt nie dałby sobie z tym rady. A wszystko przez jednego kierowcę bez wyobraźni – dodają oburzone.
Według relacji mieszkańców, kierowca osobowego forda na sławieńskich numerach rejestracyjnych, swój pojazd zostawił na osiedlu już w niedzielę wieczorem.
– Jak postawił, tak zostawił, a my mamy problem – mówi Maria Wójt.
Reporter Głosu zauważył, że samochód choć nie ma żadnych przywilejów, zajmuje część tzw. parkingowej koperty.
– Przejście jest tak zastawione, że matki z dziecięcymi wózkami muszą się nieźle natrudzić, żeby przecisnać się w tym miejscu. W ogóle wszystkim ciężko się tędy przedostać – opowiada Wiktoria Jeremicz.
Jak się okazuje, to nie koniec problemów, które mieszkańcom zgotował kierowca osobowego auta. Mieszkańcy narzekają, że od kilku dni zawalidroga blokuje także dojazd śmieciarkom.
– Altana, do której znosimy odpady, już za chwilę w ogóle się nie zamknie. Śmieci już od wczoraj wysypują się z pojemników. Przepełnione worki stawiamy na ziemi, gdzie popadnie – opowiadają mieszkanki.
Kobiety próbowały interweniować w straży miejskiej. Jedna z nich już po pierwszym telefonie miała usłyszeć, że straż miejska nie może zająć się tą sprawą.
– Kiedy opowiedziałam jak jeden samochód skutecznie paraliżuje życie na osiedlu usłyszałam, że nie jest to droga publiczna i nic nie można zrobić – twierdzi Wiktoria Jeremicz.
Kobiety twierdzą, że strażnicy jednak przyjechali we wskazane miejsce. Tyle, że dzień później. Za szybą samochodu zostawili kartkę z uwagami.
Zaskakujące jest więc zdanie Roberta Marca, naczelnika Oddziału Północ Straży Miejskiej, który przekonuje, że w tym miejscu nie ma żadnego blokowania.
– To jest droga osiedlowa. Ani straż, ani policja nie ma w takim wypadku podstaw prawnych do działania – zaznacza Marzec.
Zaskakująco tłumaczy także informację o złamaniu prawa, którą strażnicy zostawili za szybą samochodu.
– Takie działania podejmujemy dla dobra mieszkańców. To jedyny sposób w jaki możemy zwrócić w tym miejscu kierowcy uwagę – przyznaje naczelnik.
Agnieszka Grabarska.
Źródło: "Głos Szczeciński", z dn. 04.02.2010 r.
|