|
Odkąd w Szczecinie wprowadzono zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych, straż miejska ukarała mandatami 230 osób.Uchwała zakazująca palenia na przystankach, placach zabaw i boiskach szkolnych zaczęła obowiązywać w Szczecinie od sierpnia ubiegłego roku.
– Ale daliśmy mieszkańcom czas do zapoznania się z nowymi przepisami i przestawienia się. Dlatego od września sprawdzamy, czy ludzie stosują się do restrykcji – mówi Joanna Wojtach ze Straży Miejskiej w Szczecinie.
Od tego czasu strażnicy interweniowali 595 razy. 230 osób pouczono. 230 dostało mandaty na łączną kwotę około 20 tysięcy złotych. Za palenie w miejscu publicznym można zostać ukaranym mandatem w wysokości od 20 do 500 zł. Najczęściej taki mandat wynosi 100 zł. – Zwracamy szczególną uwagę na to, by sąd nie miał wątpliwości, czy w danym miejscu można było palić czy nie – mówi Joanna Wojtach. – Teraz, gdy wszędzie są już oznaczenia stref, nie ma już tłumaczeń, że ktoś nie widział, nie wiedział.
Pali się jednak nadal. Przede wszystkim na przystankach, w placówkach oświatowych. W jednej ze szkół strażnicy ukarali mandatem 17- latka. Nie pierwszy raz złapano go na łamaniu zakazu. – Zjawiska palenia w miejscach publicznych nie wyeliminowano – przyznaje Wojtach. – Choć sytuacja się poprawiła. Nie ma już grupek palących. Palą pojedyncze osoby. W centrum miasta ludzie się pilnują. Dyscyplinują ich też niepalący.
Sprawa może się skomplikować, jeśli w Polsce zacznie obowiązywać całkowity zakaz palenia m.in. w restauracjach, dyskotekach i pubach. Nie będzie tam wyznaczonych do tego miejsc, więc palacze będą musieli wyjść z lokalu. Projektem ustawy z całkowitym zakazie palenia zajmuje się w tej chwili sejmowa komisja zdrowia.
Pomysł nie podoba się właścicielom pubów i restauracji, bo stracą sponsorów, jakimi są firmy tytoniowe.
– Zakaz spowoduje też, że odpadnie mi część klientów – mówi Waldemar Kulpa, który od 20 lat prowadzi szczecińskie Kontrasty. Sam jest osobą niepalącą, ale w jego lokalu można palić.
– Trudno wyobrazić sobie koncert punkowy bez ludzi palących – mówi. – Przy imprezach sylwestrowych, balach prosimy jednak, by palący wychodzili z sali. Jeśli wejdzie taka ustawa, trudno mi sobie wyobrazić egzekwowanie zakazu. Kto będzie tego pilnował? Polacy są zresztą bardzo oporni wobec zakazów.
O całkowitym zakazie palenia marzą za to niepalący. – Staram się już nie zastanawiać, ile papierosów zapalono w lokalu na mojej zmianie. Mogę albo to wdychać, albo zmienić pracę, a o tę wcale nie jest łatwo – mówi kelnerka z jednego ze szczecińskich klubów.
Źródło: " Głos Szczeciński" z dn.03.03.2010 r.
|