|
Dobry spektakl, świetny koncert? Jak zareklamować wydarzenie artystyczne, aby dowiedziało się o nim jak najwięcej osób? Plakaty to wciąż jeden z najpopularniejszych chwytów, do jakich uciekają się organizatorzy. czasami jednak rozwieszone afisze za nic nie kojarzą się z kulturą…
Witryny pustych lokali, mury okalające budowy, czasem drzewa czy słupy – każde miejsce jest dobre pod plakat. Nic to, że wyglądają ohydnie, często jakiś „dowcipniś” dodatkowo je podrze, konkurencja zalepi innymi – w jej mniemaniu ciekawszymi. Taki stan trwa, bo niedoskonałe jest prawo. Złapanie na gorącym uczynku rozklejających afisze jest niezwykle trudne, a na zlecającym zadanie nie ciąży żadna odpowiedzialność.
– Karzemy, jeśli uda się kogoś przyłapać, pomaga nam w tym monitoring miejski, ale i tak to niełatwe zadanie – tłumaczy Joanna Wojtach, rzecznik szczecińskiej Straży Miejskiej.– Większe prawdopodobieństwo ukarania jest w stosunku do osób wyklejających ulotki, gdyż są na nich numery telefonów. I tak docieramy do winnych. Tymczasem plakaty rozwieszają zwykle – na zamówienie – uczniowie, studenci, dorabiając tym do kieszonkowego. Ostatnio nałożono symboliczne grzywny na dwóch żaków, plakatowali blaszane ogrodzenie wokół budowanej „Kaskady”. Obecnie za takie wykroczenie grozi mandat od 20 do 500 zł lub skierowanie sprawy do sądu karnego.
Kilka lat temu Szczecińskie Centrum Renowacyjne udostępniło miejsce na plakaty – chętni mogli je wieszać na płytach OSB. Nikt jednak reguł się nie trzymał, były wszędzie. Bo jest i druga strona medalu – gdzie te afisze mają wisieć, skoro nośników w Szczecinie jest niewiele. Jak zachęcać do uczestnictwa w wydarzeniach, jeśli nie ma na czym i gdzie powiesić papierowej reklamy? Przykładem nie błyszczą również politycy, którzy w trakcie każdej kampanii wyborczej swoimi wizerunkami „dekorują” całe miasto, a po elekcji zapominają o ich usunięciu.
– Plakaty zrywają przeważnie dozorczynie. Gdy próbuje się znaleźć winnego, to okazuje się nim uczeń, a głównego winowajcy i tak nie ma albo nie przyznaje się do winy. Procedury za długo by się ciągnęły, nie mamy na to czasu, dlatego próbujemy się uporać z kłopotem sami – mówi pracownica zarządcy nieruchomościami BOM 7.
Źródło: "Kurier Szczeciński" z dn. 17.03.2010 r.
|