|
Ściany z resztek drewna i rozbiórkowych okien. Sufit z kawałka starego brezentu, „piec” z cegieł i kamieni – w takich warunkach od wielu lat żyje na Wyspie Puckiej bezdomny mężczyzna. W ciągu dnia trudno go tu zastać, a nędznego dobytku pilnuje pies. Problem w tym, że zwierzę jest agresywne i rzuca się na przypadkowych ludzi.
Koczowisko bezdomnego jest tuż przy wale przeciwpowodziowym, aby je znaleźć, trzeba zjechać w jedną z polnych dróg z ulicy Dobrej Nadziei. Teren, gdzie stoi prowizoryczny budynek, nie jest ogrodzony. Duży pies (mieszaniec przypominający owczarka niemieckiego) broni obejścia. Niestety, broni „aktywnie”, rzucając się na przechodzących w kierunku rzeki wędkarzy czy jadących rowerzystów (zaatakował również dziennikarza „Kuriera”).
Według mieszańców, bezdomny, który tu koczuje, jest wyjątkowo spokojnym i nieuciążliwym człowiekiem. Pomaga działkowiczom w drobnych pracach. Nie jest żebrakiem, nawet nie oczekuje pieniędzy za wykonaną pracę. Nie korzysta też z pomocy socjalnej. Jego jedynym przyjacielem i obrońcą jest ten pies.
– Do tej pory pies był zawsze uwiązany – mówi Joanna Wojtach, rzeczniczka szczecińskiej Straży Miejskiej. – Dlatego też nie było potrzeby interwencji. Znamy tego człowieka, interesujemy się nim. Sprawdzamy, czy niczego nie potrzebuje.
W czasie ostatniego zalania Wyspy Puckiej strażnicy i pracownicy MOPR-u próbowali namówić bezdomnego, aby przeprowadził się do schroniska. On jednak konsekwentnie odmawia, twierdząc, że woli żyć w namiocie z okien.
* * *
Wolna wola, zostawcie tego człowieka w spokoju – ktoś mógłby powiedzieć. Przecież nikomu nie szkodzi. Problem w tym, że jednak zagraża. Ogromny agresywny pies nie może terroryzować przypadkowych przechodniów. Jeśli jako społeczeństwo godzimy się, aby ten człowiek żył i mieszkał w taki sposób na publicznej ziemi, to on musi dostosować się też do obowiązujących nas wszystkich zasad. Pies powinien być przynajmniej trwale uwiązany.

Foto: Kurier Szczeciński, z dn. 24.05.2010 r.
|