|
Szczecin jest miastem zieleni, ale też… brudu. Świadczą o tym fakty. Tylko w ciągu ostatniego roku straż miejska udokumentowała 247 przypadków porzucenia śmieci. Nie chodzi o chodnikowe papierki po cukierkach, ale o hałdy dzikich wysypisk powstające na terenach zielonych.
Dwa razy w roku w Szczecinie odbywa się „pospolite ruszenie na śmieci”. Wolontariusze uprzątają z odpadów miejskie tereny zielone. Owszem, znajdują sporo fastfoodowych pozostałości po piknikach, ale gros z odnajdywanych śmieci to typowo gospodarskie lub remontowe odpady.
– Popakowane w worki albo zrzucone z samochodowej „paki”. Sam nieraz widziałem, jak w rejon Głębokiego śmieci były podwożone pięknymi, drogimi samochodami – mówi Aleksander Nieczajew, audytor środowiska i organizator akcji sprzątania Szczecina.
Lasy Miejskie z problemem dzikich wysypisk radzą sobie jak mogą. Na ich zlecenie wybrana w przetargu firma trzy razy w tygodniu sprząta porzucone wśród drzew i krzewów odpady.
– Betonowe kręgi ustawiliśmy z myślą o śmieciach pozostawianych przez spacerowiczów i biesiadnikach korzystających z naszych polan. Kontenery miały służyć wyłącznie pracownikom leśnym. Ale były zapełniane właśnie poremontowymi gabarytowymi czy zwykłymi gospodarskimi śmieciami. Musieliśmy je przewieźć z ogólnodostępnych miejsc i ukryć – mówi Krzysztof Jankowski, kierownik Leśnictwa Dąbie. – Mimo to wysypiska wciąż powstają. Jedyna rada na nie, to sprzątać na bieżąco. Inaczej hałd śmieci będzie przybywać.
Jak ostatnio w Puszczy Wkrzańskiej, opodal ul. Podbórzańskiej.
– Mieszkam na nowym osiedlu przy Puszczy Wkrzańskiej. Codziennie chodzę do pobliskiego lasu na spacery. Dziś osłupiałem, gdy zobaczyłem hałdę odpadów budowlanych zrzuconych na środku ścieżki – napisał do nas Czytelnik. – Głupota ludzka nie zna granic, o czym świadczą załączone zdjęcia. Mam wrażenie, że rozum nie idzie w parze z zasobnością portfela mieszkańców. Przy każdej posesji stoją co najmniej dwa samochody, a domy kosztują miliony. Dlaczego więc ich właściciele wyrzucają śmieci w las, a nie płacą za ich wywóz i utylizację?
Brak wyobraźni czy raczej chłodna kalkulacja? Może wolą, by za uprzątnięcie ich śmieci płacili szczecinianie?
– 247 przypadków porzucenia śmieci, z których większość sprawców nie została ujawniona – przyznaje Joanna Wojtach ze straży miejskiej. – Bywało, że udało się nam dotrzeć do nich po prozaicznej metce, rachunku, przyszywce, a nawet – jak przy ul. Księżnej Ludgardy – po charakterystycznym tynku. Ostatnio jednak sprawcy zacierają za sobą wszelkie ślady. Bez pomocy świadków niewiele zdołamy zdziałać.
Nieustalenie sprawcy oznacza, że wysypisko musi zostać usunięte na koszt podatnika.
– Ponad 455 zł za kontener o pojemności 10 metrów sześciennych i do tego praca ludzi: dniówka trzech osób zatrudnionych w ramach robót interwencyjnych – mówi K. Jankowski. – Tak szacuję koszty związane z usunięciem średniej wielkości dzikiego wysypiska, jakie np. powstało przy ul. Wolińskiej w Dąbiu.
Koszty usunięcia wysypiska, które powstało w rejonie ul. Podbórzańskiej, jeszcze nie zostały oszacowane. – Odpady pochodzą najprawdopodobniej z jednego z wykańczanych domów jednorodzinnych, w których detale kosztują dużo więcej niż wywóz gruzu. Pomyśleć, że ten sam człowiek za chwilę będzie zakładał ogród na swojej działce za ogromne pieniądze – komentuje nasz Czytelnik.
Czy naprawdę chcemy płacić za ekoterrorystów? Wszystkich, nie tylko tych z domów wartych miliony?
– Prosimy o pomoc osoby, którym nie jest obojętny stan miejskiej zieleni: chcące mieć lasy miejskie czyste, piękne, służące rekreacji i wypoczynkowi. Wystarczy spisać numer rejestracyjny samochodu, z którego zrzucane są śmieci, udokumentować obraz zdjęciem z telefonu komórkowego. Wystarczy przekazać nam te dane, a my zajmiemy się sprawcą – apeluje straż miejska.
Arleta Nalewajko
Źródło: Kurier Szczeciński, str. 12, z dn. 27.05.2010 r.

Fotografia od czytelnika Kuriera Szczecińskiego.
|