|
Starsza pani w koszuli nocnej i jednym kapciu spacerowała w środę po południu po podwórku przy ul. Unisławy w Szczecinie. Zwrócił na nią uwagę jeden z mieszkańców i powiadomił straż miejską. Okazało się, że kobieta mieszka w zupełnie innej dzielnicy. Wyszła z domu i straciła orientację.
70-latka wiedziała, jak się nazywa, ale nie potrafiła podać adresu. Twierdziła, że jest już po kolacji i wyszła trochę pospacerować. Była zupełnie zdezorientowana. Straż miejska szybko ustaliła, gdzie mieszka starsza pani i odwiozła ją do domu.
– Mieszkanie było puste, choć meldunek miało tam kilka osób – mówi Joanna Wojtach, rzecznik straży miejskiej. – Jak ustalili strażnicy, najbliższa rodzina wyjechała za granicę. Nasz patrol skontaktował się z sąsiadką, która z dobroci serca zajmowała się tą panią jak mogła. Zadeklarowała, że zaopiekuje się nią do rana. Powiadomiliśmy Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie.
Małgorzata Grochocka, kierownik działu interwencji kryzysowej MOPR, zapewnia, że pracownik socjalny już dotarł, by rozeznać sytuację i zaoferować konieczną pomoc. Tego dnia policja już wcześniej zgłaszała ośrodkowi, że jest starsza kobieta, która wymaga zainteresowania służb socjalnych. Informowano, że na miejscu był lekarz, stwierdził jednak, że nie ma powodów do hospitalizacji. Ale adres, który wskazano służbom MOPR, okazał się błędny – nikogo takiego tam nie było.
– Po sygnale straży miejskiej dotarliśmy we właściwe miejsce – mówi Małgorzata Grochocka. – Rozważymy, czy w tej sytuacji wystarczy pomoc w postaci usług opiekuńczych. Jeśli nie, zastanowimy się nad miejscem w domu pomocy społecznej. To już kolejna sytuacja, gdy mieszkańcy miasta alarmują straż miejską o starszej osobie, która pozostała bez opieki.
Źródło: Kurier Szczeciński, str. 5, 18.06.2010 r.
|