|
Dlaczego podczas każdej masowej imprezy w Szczecinie korkuje się połowa miasta? Bo organizatorzy, najczęściej przez oszczędność, nie przygotowują dodatkowych miejsc parkingowych.
Tak naprawdę tylko podczas zlotu żaglowców trzy lata temu organizator imprezy przewidział, że na przygotowane przez niego koncerty, pokazy różnego rodzaju zabawy przyjdą ludzie. Zawczasu więc przygotował dodatkowe parkingi. A w czasie planowanych powrotów kursowało więcej tramwajów i autobusów.
Więcej już podobna sytuacja się nie powtórzyła (wyjątkiem są Noce Muzeów – organizator zawsze umawia się ze spółkami komunikacji miejskiej i nigdy nie ma kłopotów z dotarciem do domów). Ostatnie Dni Morza są tego najlepszym przykładem. Jak zwykle zamknięto dla ruchu kwartał przy Wałach Chrobrego. To sprawiło, że tradycyjnie zakorkowała się cała okolica.
Inna rzecz, że Dni Morza są imprezą cykliczną. Odbywają się w Szczecinie co roku od kilkudziesięciu lat. Każdy szczecinianin wie, że nad Odrą będą kłopoty z zaparkowaniem, a nawet z przejechaniem uliczkami w tej części miasta. Mimo to wielu zdecydowało się na dotarcie na Wały własnym samochodem. Wszyscy chcieli się zatrzymać jak najbliżej sceny. W efekcie rejon Wałów Chrobrego był nieprzejezdny, a auta parkowały nawet na placach zabaw.
Podobnie było podczas ostatniej wystawy psów na Arkonce. Wydaje się, że organizator nie uwierzył w reklamę własnej imprezy. Nie przewidział, że ludzie ją zauważą i w ogóle przyjdą. Przyszli, a właściwie przyjechali. Ich samochody stały pod każdym drzewem. Kierowcy nie przejmowali się znakami drogowymi. Zatrzymywali się, gdzie popadnie.
– Każdy organizator powinien się przygotować na przyjęcie gości. Załatwić dodatkowy transport w komunikacji miejskiej, wykupić pas drogowy, by umożliwić kierowcom zatrzymywanie się wzdłuż drogi lub przygotować dodatkowe miejsca parkingowe – dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Urzędu Miasta. – Miasto nie może tego na nim wymusić.
Dlatego każda większa impreza w Szczecinie kojarzy się z bałaganem drogowym. A dla jej uczestników bardzo często kończy się nieprzyjemnie. Zamiast miłych wrażeń, pozostają… mandaty do zapłacenia.
Leszek Wójcik
Źródło: Kurier Szczeciński, str. 5, z dn. 23.06.2010 r.
|