|
Strażnicy miejscy mówią, że mają dość głodowych pensji i grożą sporem zbiorowym. Protest odczuliby mieszkańcy miasta. Chodzi o 300 tysięcy złotych. Wniosek o takie pieniądze w najbliższym czasie do władz miasta złoży komendant Leon Gajewski. Miałyby być przeznaczone na podreperowanie bardzo niskich – zdaniem funkcjonariuszy – zarobków. Początkujący strażnik dostaje na rękę niewiele ponad 1000 zł (1700 zł brutto). Od stycznia trzech już zrezygnowało z pracy. Poprzednie prośby o podwyżki skończyły się odmową.
– Nie ma pieniędzy – odpisywał skarbnik miasta. Zgodnie z prawem, strażnicy miejscy mają zakaz strajkowania. Mogą za to wchodzić w spory zbiorowe z pracodawcą. Komendant przyznaje, że już kilkakrotnie związki groziły przystąpieniem do sporu zbiorowego.– Po trudnych negocjacjach udało się dojść do porozumienia – mówi Leon Gajewski. Ale według naszych informacji, tym razem może być inaczej. Gdyby strażnicy zdecydowali się na spór zbiorowy, odczuliby to mieszkańcy. Bo strażnikom nie można zabronić quasi-protestów. Mogliby wykorzystywać wszystkie swoje uprawnienia. Choćby karać mandatami za przewinienia, które teraz kończą się upomnieniem. – Możliwości jest sporo, wystarczy prześledzić protesty strażników granicznych, którzy też nie mają prawa do strajku. Ale szczegółów na pewno nikt teraz nie zdradzi – mówi nam jeden z funkcjonariuszy prosząc o zachowanie anonimowości.
Szansa na dodatkowe 300 tys. zł jest niewielka, bo kilka dni temu skarbnik rozwiał nadzieje radnych na dodatkowe pieniądze. Plan podwyżki pojawił się w marcu. Podczas uchwalania strategii rozwoju straży na lata 2010-2018, radni przyjęli poprawkę o przekazaniu 200 tys. zł na nowe etaty. Ponieważ za uchwałą nie poszły pieniądze, komendant zwrócił się z prośbą o realizację uchwały. Oprócz 200 tys. zł na cztery etaty, zgłosił wniosek o 300 tys. zł na podwyżki. Na jednego strażnika wypadłoby ok. 100 zł. – To niewiele, ale sytuacja wielu strażników jest naprawdę trudna – tłumaczy Leon Gajewski. Zdaniem części radnych, może warto rozpatrzyć wariant: podwyżki zamiast nowych etatów.
– Straż miejska w naszym mieście się sprawdziła. Zarobki są naprawdę niewielkie. Skoro jest taka trudna sytuacja budżetu, to może zamiast etatów warto byłoby przy najmniej znaleźć pieniądze na podwyżki – mówił radny Jerzy Sieńko.
Przykład dała Łódź.
Pierwszy protest strażników odbył się w Łodzi. Jednego dnia strażnicy zamiast patrolować ulice wzięli urlopy na żądanie, opiekowali się dziećmi lub honorowo oddawali krew. W kilku innych miastach strażnicy przystąpili do sporów zbiorowych, ale na otwarty protest się nie zdecydowano. W niektórych stworzyli strony internetowe i tam piszą o swoich problemach.
Źródło: Głos Szczeciński z dn. 30.06.2010 r.
|