|
Do Wielgowa powrócił pies, który zagryzał sarny. „Jeśli poczuł krew, jest niebezpieczny” – ostrzega weterynarz. „Będę wyjaśniał, jak doszło do sprowadzenia takiego zagrożenia na Wielgowo” – zapowiada radny Dzikowski.
W ub. tygodniu – jak pisaliśmy – wataha psów zaatakowała sarny w szczecińskim Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Aby je dopaść, przeskoczyły wysokie ogrodzenie, a siatkę drugiego podgięły. Kilka godzin po zagryzieniu Baśki powróciły, aby zabić kolejne ze stada. Tym razem poranione sarny przeżyły. Strażnicy miejscy oraz kierujący ośrodkiem zdołali zatrzymać dwa agresywne psy. Trafiły do schroniska. Niestety, jeden z psów powrócił.
– Błąkający się, zagryzający inne zwierzęta pies trafia w prywatne ręce? Pomyłka. Nie mam pojęcia, jak mogło do tego dojść. Znów jesteśmy zagrożeni?! – mówi Michał Kudawski, kierujący ORDZ.
Jeden ze sfory – czarny mieszaniec owczarka niemieckiego – nadal jest zamknięty na kwarantannie. Mieszańca posokowca – 2 dni po zdarzeniu – schronisko wydało pewnej kobiecie. Osobie obcej – nie właścicielowi, psa z kwarantanny, w trakcie obserwacji w kierunku wścieklizny – łamiąc nie tylko regulamin placówki, ale również przepisy sanitarne i lokalne prawo.
– Zgłosiła się siostra właściciela, która oznajmiła nam, iż jej brat zmarł, a ona nie ma sumienia zostawić psa w schronisku. Został jej przekazany. Straż Miejska nie zastrzegła nam niewydawania psa z koniecznością ukarania właściciela – tłumaczą w schronisku.
– Wszystkie psy trafiające z naszych interwencji są obwarowane zastrzeżeniem: nie wydawać do momentu uregulowania sytuacji ze strażą miejską. Ktoś zapomniał, umknęło – twierdzi Joanna Wojtach, rzecznik tej służby.
Tyle że w przypadku posokowca SM nie zamierzała wszczynać postępowania mandatowego. Właściciel psa zmarł, a dotychczasowi opiekunowie przekonali strażników, by zwierzaka potraktować jak bezdomnego.
W schronisku psa, co zagryzał sarny, wbrew przepisom kwarantanny zaszczepiono przeciw parwowirozie, nosówce, kaszlowi kenelowemu, chorobie Rubartha i leptospirozie oraz wściekliźnie. Następnie ktoś go wydał kobiecie (po uiszczeniu 40 zł za interwencją i 30 zł za dwie doby „hotelowania” psa; komplet szczepień gratis, choć jego cena rynkowa to 75-100 zł), która do tej pory nie potrafiła okiełznać agresywnego posokowca. Traf, że pies zagryzł sarnę, nie dziecko.
– Ukarać, zmusić do zabezpieczenia, a jak się nie podporządkuje, to odebrać psa. Bo jak złapie, to rozszarpie. Wtedy zwierzak do uśpienia, a właścicielowi i tak nic nie zrobią. Lepiej zapobiec nieszczęściu – stwierdza Bogumiła Kuźmik, ekspert szkolenia psów.
Mieszaniec posokowca powrócił na teren tej samej posesji przy ul. Drewnianej, z której wymykał się na krwawe wycieczki z watahą.
– Jak można było sprowadzić takie zagrożenie na Wielgowo?! Zażądam wyjaśnień – mówi W. Dzikowski, mieszkaniec tej dzielnicy i wiceprzewodniczący Rady Miasta Szczecina.
Straż Miejska tym razem niezamierza odpuścić. – Szereg zaniedbań, wykroczeń: dotychczasowi opiekunowie psa muszą zostać ukarani. Czeka ich postępowanie mandatowe albo sąd karny – zapowiada J. Wojtach.
Arleta Nalewajko
Źródło: Kurier Szczeciński, str 3, z dn. 2.07.2010 r.
|