|
Do tej pory tylko na Niebuszewie. Od dwóch tygodni prawdopodobnie również w Śródmieściu nieznani sprawcy przygotowują psy do walk, trenując je na drzewach. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że charakterystyczne ślady zniszczeń dokonanych przez kły pojawiły się ledwie 100 m od Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.
Rany po kłach widać na lipach przy ul. Mazowieckiej. W sąsiedztwie klubu fitness dla pań, męskiej siłowni oraz żłobka. Nie ma mowy, by korę z drzew zerwały zderzaki nieudolnie parkowanych samochodów. Lipy od ulicy chroni zapora ze stalowych słupków. Tylko przechodnie i ich psy do pni mają swobodny dostęp. Okazuje się, niestety, że to wystarczy.
– Na rany po zdartej z pni korze zwróciłam uwagę dwa tygodnie temu. Szokujące wrażenie. Zastanawiałam się, czy drzewa zaatakowała jakaś choroba, czy to efekt mechanicznych uszkodzeń – mówi Magdalena Sukiennik. Zaintrygowana, skontaktowała się z Zakładem Usług Komunalnych.
– Usłyszałam, że nic się nie da zrobić, a rany drzew tak się zostawia. Ale dalej nie wiem: choroba czy ktoś na drzewach trenuje psy? – komentuje Czytelniczka.
Gdy „Kurier” wyjaśniał sprawę, w ZUK nie było już wątpliwości: – Uszkodzenia jakby ktoś szczuł psa na drzewo. Powstałe rany zostaną, być może jeszcze dzisiaj, posmarowane maścią ogrodniczą, by nie wdał się grzyb – zapewnia Monika Bąk, rzecznik ZUK. – Lipy rosną w pasie drogowym, więc nie ma możliwości dodatkowego chronienia ich pni. Szkoda tylko, że ludzie widzą skutki wandalizmu, a nie alarmują, gdy ktoś niszczy zieleń.
W takich sprawach o świadków niezwykle trudno. Przekonała się o tym straż miejska, usiłując ująć sprawców z ul. Czcibora. Na tyłach garaży dwa „karki” trenowały pitbulle na pobliskich drzewach. Zniszczenia dokumentowała Wiktoria Jeremicz, strażnik ochrony przyrody. Niestety, zabrakło osoby, która zechciałaby wskazać sprawców. Nawet wzmożone patrole straży miejskiej nie pozwoliły na ujęcie sprawców na tzw. gorącym uczynku. Służbom mundurowym byłoby łatwiej zatrzymać sprawców, gdyby przynajmniej anonimowo otrzymały sygnał o wandalach z psami. Bo „obywatelskie zatrzymanie” nie wchodzi w rachubę.
– Odradzamy bezpośrednie zwracanie uwagi sprawcom. Najlepiej nieco się oddalić od miejsca zdarzenia i natychmiast telefonicznie się z nami skontaktować. Wystarczy zadzwonić pod nr 986 albo 19656 i powiedzieć, że mężczyźni właśnie trenują psy na drzewach. Niezwłocznie przyjedziemy. Będziemy mieli szansę ująć ich na gorącym uczynku – przekonuje Joanna Wojtach ze Straży Miejskiej.
Ów uczynek sporo może „karki” kosztować: po 500 zł mandatu za wyprowadzanie psa bez smyczy i kagańca i po kolejnych 500 zł za niszczenie zieleni.
A. NALEWAJKO
Źródło: Kurier Szczeciński, str. 24, z dn. 8.07.2010 r.
|