Pikuś w spadku Drukuj Email
piątek, 09 lipca 2010 08:01

Ma 6 lat, a zew krwi kazał mu zabić. Poruszył Wielgowo i miejskich decydentów. Co więcej, unaocznił potrzebę gruntownej kontroli tego, co w szczecińskim schronisku dla zwierząt się dzieje.

– Aniela zmarła i pozostawiła po sobie majątek dobry i zły. W tym… Pikusia – opowiada Bogusława Bonter. – Samotna, stara schorowana kobieta chciała mieć kogoś, z kim mogłaby rozmawiać w pustym domu. Chciała mieć coś do przytulania. Nikt się nie spodziewał, że z tego będzie pies zdolny do zabijania – dodaje.

* * *

Ciepła czerwcowa noc. Tuż przed g. 3 pod ogrodzenie Ośrodka Rehabilitacj Dzikich Zwierząt w Wielgowie (ul. Przylesie) podchodzi wataha psów. Przeskakują wysokie na 1,75 m  ogrodzenie. Część drugiego – rozrywają kłami. Atakują sarny.

– Baśka opiekowała się trójką młodych. Dzięki niej przyszłej wiosny mogłyby wrócić do natury. To się nie uda, bo Basia zginęła, stając w ich obronie – mówi Michał Kudawski, kierujący ośrodkiem. Gdy pobiegł ratować sarny, Basia jeszcze żyła. Ale miała już pogruchotane kręgi, rozerwaną tętnicę. A pies warczał, zaciskając zęby na jej szyi. Odgonił watahę. Te po kilku godzinach wróciły. Dotkliwie pogryzły jeszcze trzy sarny. Wówczas udało się wyłapać z watahy dwa psy, w tym mieszańca posokowca. „Animal Control” przewiózł je do schroniska.

* * *

Wydawało się, po sprawie: psy na kwarantannie i obserwacji w kierunku wścieklizny. Dwa dni później… schronisko wydało jednego z zatrzymanych psów. I wrócił – ów Pikuś – tam, gdzie zabił, czyli do Wielgowa.

– Jeśli poczuł krew, jest niebezpieczny dla zwierząt i ludzi – mówi weterynarz. – Będę wyjaśniał, jak doszło do sprowadzenia takiego zagrożenia na Wielgowo – zapowiedział Władysław Dzikowski, wiceprzewodniczący Rady Miasta Szczecina i mieszkaniec tej dzielnicy Szczecina. Słowa dotrzymał: zorganizował w magistracie spotkanie. Uczestniczyli w nim przedstawiciele straży miejskiej, Andrzej Sumisławski – dyrektor Zakładu Usług Komunalnych, zawiadującego schroniskiem, Michał Kudawski, w którego ośrodku psy poczyniły szkody i Bogusława Bonter, opiekunka psa.

* * *

Strażnicy miejscy dopełnili obowiązków wobec właściciela czarnego z psów watahy. Ukarali mandatem za niedopełnienie właścicielskich powinności. Mężczyzna zrzekł się praw do czworonoga. Gdy znajdzie się chętny, schronisko może go przekazać nowemu właścicielowi. W przypadku posokowca… Przez brak wiedzy prawnej dali się przekonać opiekunce
psa, że jest bezpański.

– To pies Anieli. Zmarła w kwietniu. Jest po niej 10 osób do podziału spadku. W tym 2 głównych, jej braci – opowiada B. Bonter. – Wszyscy chcą domu i działek. Psa nie chce nikt. Z mężem zaopiekowaliśmy się nim… Ale właścicielką Pikusia jest Aniela.

– Psa nie można zaliczyć do masy spadkowej, chyba że jest wymieniony w testamencie – jasno stawia sprawę Liliana Szestopałko, radca prawny.

Pikusia w testamencie nie ma. Prawo własności do psa ustało z chwilą śmierci dotychczasowej opiekunki. Przejął je ten, kto wziął Pikusia w opiekę, czyli p. Bogusława z mężem.

– Starzy jesteśmy, schorowani… Ten pies potrzebuje mądrych, odpowiedzialnych właścicieli – mówi p. Bonter.

Gdy Pikuś trafił do schroniska, była szansa znalezienia dla niego takich opiekunów. Nie udało się za sprawą właśnie p. Bonter i szeregu błędów popełnionych przez administrację
placówki.

* * *

– Wszystkie psy trafiające z naszych interwencji są obwarowane zastrzeżeniem: nie wydawać do momentu uregulowania sytuacji ze strażą miejską – stwierdza Joanna Wojtach, rzecznik tej służby.

Schronisko twierdzi, że takiego zastrzeżenia nie było. Dziwne, bo Pikuś w podobnych okolicznościach nie pierwszy raz tam trafił. Przed rokiem pogryzł innego psa. W bieżącym – zagryzł sarnę, inne dotkliwie poranił. Wówczas i teraz schronisko wydało psa tej samej – przedstawiającej się jako dla psa obca – kobiecie. Właśnie pani Bonter. Zadziałał jej urok osobisty czy coś innego?

– Regulamin schroniska mówi, że psa można wydać jedynie jego właścicielowi. Dlaczego w tym przypadku było inaczej? – docieka radny W. Dzikowski.

Psa wydano kobiecie, która do tej pory nie potrafiła okiełznać jego agresji, zabezpieczyć przed nim otoczenia. Traf, że zagryzł sarnę, a nie dziecko.

– Gdy psy pogryzą człowieka, obligatoryjnie idą na kwarantannę i 15-dniową obserwację w kierunku wścieklizny. Tu schronisko wydaje psa po dwóch dniach. Fakt: zagryzł sarnę, ale przecież w ośrodku pracują ludzie, którzy mieli z nią bezpośredni kontakt. Ich bezpieczeństwo nie ma znaczenia? – dodaje M. Kudawski. Pies w kwarantannie, a nie po jej zakończeniu, otrzymał komplet szczepień – wbrew prawu. Na wolnym rynku za taką usługę trzeba by zapłacić ok. 100 zł. Szczepienie Pikusia schronisko wykonało… gratis. Pani Bonter nie musiała też wykupić psa ze schroniska (40 zł). Kazano jej zapłacić jedynie za interwencję „Animal Control”(40 zł) i za 2 doby „hotelowania” psa (razem 30 zł).

– Proszę nie winić pracowników schroniska. To wspaniali ludzie. Pies po dwóch dniach w ich placówce sikał krwią, upadał na boki. Chcieli go ratować – mówi p. Bonter.

* * *

W trakcie spotkania w magistracie radny Dzikowski nie krył zaskoczenia, że zarówno po pierwszym, jak i drugim pobycie w schronisku pies nie został zaczipowany. Przez to Pikuś był
poza systemem, także podatkowym.

– Te kwestie wymagają wyjaśnienia. Liczę, że pan dyrektor przeprowadzi wnikliwą analizę procedur i przestrzegania zasad pracy w schronisku– akcentował radny.

– Oczywiście. Zapewniam, że zrobię wszystko, by nic podobnego więcej się nie wydarzyło – mówił dyr. Andrzej Sumisławski.

* * *

Pikuś trafił na posesję, skąd ruszał na krwawe łowy. Do altany bez prądu, w której psa i schedy po Anieli pilnują Bonterowie, oboje po siedemdziesiątce.

– Proszę o pomoc. Oddam psa w dobre ręce. Zastrzegam, że chciałabym sprawdzać, czy mu się krzywda nie dzieje – stwierdza p. Bogusława.

– Razem z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami postaramy się znaleźć mu nowych właścicieli – zapewnia dyr. Sumisławski. Radny Dzikowski: – Straż miejską proszę o monitorowanie, czy pies jest właściwie zabezpieczony. To co, zawiezie pani psa do schroniska?

Pani Bonter: – Nie.

Po tym oświadczeniu na spotkaniu w magistracie zrobiło się dziwnie.

* * *

Straż miejska – raport. ZUK – kontrola w schronisku. Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM – Ośrodkowi Rehabilitacji  Dzikich Zwierząt zwróci koszt naprawy ogrodzenia, 1900 zł. Pani Bonter – dla psa Anieli zrobi wszystko. A Pikuś? Ponoć z Wielgowa ma zniknąć.

Arleta Nalewajko

Źródło: Kurier Szczeciński, str. 10, z dn. 9.07.2010 r.

 

Wyszukiwarka

BIP SM

Biuletyn Informacji Publicznej Straży Miejskiej Szczecin

Numery alarmowe służb miejskich i instytucji

112 - numer alarmowy UE
19656 - straż miejska
984 - pogotowie rzeczne
985 - ratownictwo górskie
986 - straż miejska
991 - pogotowie elektrowni
992 - pogotowie gazowni
993 - pogotowie ciepłowni
994 - pogotowie wodociągów
997 - policja
998 - straż pożarna
999 - pogotowie ratunkowe

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości 

2008 - 2012 © Straż Miejska Szczecin