|
- Latem mamy więcej niż zwykle absurdalnych zgłoszeń. Kilka razy dziennie odbieramy dziwne telefony, przede wszystkim od turystów - żalą się policjanci i strażnicy miejscy
Dyżurnym na komisariacie w Gryficach zgłoszono ostatnio takie m.in. problemy: "Mewa mnie atakuje, zabierzcie ją", "Kaczka z małymi nie może trafić do wody" "Jadę autobusem, nie ma klimatyzacji, a jest gorąco. Zróbcie coś!", "Wylegitymujcie mężczyznę, który lata paralotnią nad plażą.".
- Niektóre prośby są zadziwiające - przyznaje Edyta Klepczyńska z biura prasowego gryfickiej policji. - Niedawno zadzwonił turysta, który domagał się, żeby zabrać z jego koca fokę. Inny prosił, żeby ochłodzić pływającego w morzu łabędzia, bo z pewnością jest mu gorąco. Ktoś chciał, żeby przyjechać i wyjąć mu zablokowaną kartę z bankomatu.
- Ludzie wychodzą z założenia, że policja jest od wszystkiego - mówi Marta Pierko, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Kamieniu Pomorskim. - W czasie wakacji dzwonią głównie turyści. Czasem nie potrafią zrozumieć, że dyżurny nie jest w stanie pomóc. A przecież nie mamy możliwości np. odnalezienia czyjegoś PIN-u do telefonu!
Jak zapewnia Pierko, dyżurni często tłumaczą dzwoniącym, gdzie powinni się zgłosić. - Od różnych spraw są poszczególne służby - wyjaśnia. - Na przykład, wbrew oczekiwaniom turystów, nie przepędzimy z plaży dzików. Od tego są leśnicy, organizacje ochrony zwierząt.
Policja w Szczecinie dziennie odbiera nawet 600 telefonów. Większość to prośba o przyjazd do kolizji, o interwencję przy awanturach domowych czy skargi na sąsiadów.
- Ale niektóre telefony są przynajmniej zaskakujące - mówi oficer dyżurny jednego ze szczecińskich komisariatów. - Nie liczę tych, kiedy dzieciaki się wygłupiają albo pijani dzwonią i chcą się wypowiedzieć na różne tematy. Najgorsze jest to, że ludzie potrafią zadzwonić i prosić o pomoc w rozwiązaniu krzyżówki. Trudno się nie denerwować, kiedy ktoś zajmuje linię, pytając o rzekę w Azji na cztery litery.
Nietypowe zgłoszenia odbiera też szczecińska straż miejska. Mieszkańcy dzwonią, prosząc o natychmiastową interwencję, bo pelargonie sąsiada brudzą pranie, bo mąż przyniósł do domu jadowitego pająka. Czasem dziwne zgłoszenia prowadzą jednak do interwencji. - Zadzwonił pan twierdząc, że w basenie przeciwpożarowym koło jego domu codziennie kąpie się pies, który wygląda, jakby nie umiał pływać - wspomina Joanna Wojtach, rzeczniczka SM. - Strażnicy pojechali. Okazało się, że pies pływa świetnie, za to jego właściciel został ukarany mandatem za to, że puszczał zwierzę bez smyczy.
- Numery 997 i 112 to nie jest infolinia od wszystkiego - przestrzega Klepczyńska. - Na te numery należy dzwonić kiedy istnieje zagrożenie zdrowia, życia lub mienia. Ludzie muszą sobie zdać sprawę, że zajmując linię absurdalnymi zgłoszeniami mogą sprawić, że nie dodzwoni się ktoś, kto naprawdę potrzebuje pomocy.
Anna Łukaszuk
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, z dn. 19.07.2010 r.
|