Przerwana praca urzędu, zamknięte ulice, zdenerwowani mieszkańcy - po anonimowym telefonie z groźbą, że w szczecińskim magistracie eksploduje bomba, trzeba było ewakuować cały gmach.
Pierwszy telefon był wcześnie rano w środę. Ktoś dzwonił spoza miasta do szczecińskiej policji. - Przeszukanie gmachu urzędu oraz filii na prawobrzeżu zaczęliśmy zanim jeszcze urzędnicy przyszli do pracy - mówi Alicja Śledziona z Komendy Wojewódzkiej Policji. - Kończyliśmy po godz. 9.
Przed godz. 12 był kolejny telefon. Potwierdzał, że bomba jest i wybuchnie między godz. 15 a 16.
Tym razem Ryszard Słoka, sekretarz miasta, zarządził ewakuację całego gmachu, a straż miejska zamknęła pobliskie ulice - pl. Armii Krajowej, Jana Pawła II, Niedziałkowskiego, Felczaka, Szymanowskiego, Ogińskiego, Moniuszki, a także ulice przy filii urzędu na prawobrzeżu. Już przed godz. 14 magistrat nie przyjmował klientów.
Prezydent Piotr Krzystek wyszedł z magistratu z ostatnią grupą. Powiedział "Gazecie", że ma nadzieję, iż to tylko głupi żart. Ale nie chce go lekceważyć i ryzykować życiem podwładnych. Szczecinianie denerwowali się, że nie mogą załatwić spraw. - Ledwo dotarłam w taki upał, a tu zamknięte - pani Monika była zła, bo przyjechała aż z Dąbia. - Takich żartownisiów powinno się surowo karać. Co ja teraz mam zrobić? Miałam siedem dni, żeby się tu stawić.
W tym czasie policja, z pomocą straży granicznej i psów wyszkolonych do tropienia ładunków wybuchowych, kolejny raz sprawdzała budynki. - Niczego nie znaleźliśmy. Wygląda na to, że był to głupi żart - stwierdziła Alicja Śledziona.
Ruch na ulicach został przywrócony o godz. 16.30.
- W czwartek pracujemy normalnie - poinformowała Aleksandra Charuk-Jakubowska, rzeczniczka magistratu.
Jak zapewnia prezydent, szczecinianie, którzy w środę mieli ostatni dzień na załatwienie sprawy, nie muszą się martwić. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego mogą to zrobić następnego dnia i nie zostanie to uznane jako po terminie. Już wczoraj policja szukała sprawcy. Na razie jednak nie chce zdradzać żadnych szczegółów. Za tego typu żarty grozi grzywna lub więzienie. Sąd może też obciążyć sprawcę kosztami całej akcji.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, str 3, z dn.22.07.2010 r.
|