To jest tragedia! Sklepy otwierane są coraz bliżej szkół - alarmuje Cecylia Bąk, dyrektor Gimnazjum nr 5. - Dzwonimy do wydziału oświaty, straży miejskiej, na policję. Wszyscy dostrzegają problem, ale niewiele mogą zrobić, bo sprzedaż "artykułów kolekcjonerskich" odbywa się legalnie.
Kilkadziesiąt metrów od Gimnazjum nr 5 działa sklepik o niewinnej nazwie "Samarytanin". Ulokowano go w bunkrze, tuż przy poczcie i postoju taksówek. Pierwszego września była tam kolejka. Do "Gazety" zadzwonił mieszkaniec osiedla, starszy pan.- Dopalacze tuż obok szkoły podstawowej i gimnazjum! Gdzie jest policja i straż miejska? Czy ktoś to kontroluje? - mówił poirytowany.
Kontrolują. Początek roku szkolnego to zmasowana akcja wszystkich służb, które mogą utrudnić życie sprzedawcom dopalaczy. Działa policja, straż miejska, celnicy, inspektorzy PIH i urzędów skarbowych. W Zachodniopomorskiem zostanie sprawdzonych ok. 70 sklepów (wstępne wyniki kontroli poznamy za kilka dni). Służby na bieżąco reagują też na "zgłoszenia obywatelskie".Od 12 sierpnia pod "Samarytaninem" strażnicy miejscy byli 21 razy!
Pojechaliśmy tam. Na szyldzie nie ma słowa "dopalacze" ani godzin otwarcia. Są tylko charakterystyczne kolory (zielony, żółty, czerwony), czcionki. I rysunek - chłopak trzymający "coś" w ręku, na tle liścia marihuany.
Przed wejściem spotykamy... dwóch nastolatków, jeden z plecakiem (jest godz. 11, powinni być w szkole). Po chwili z bunkra wychodzą ich koledzy. Idą w kierunku parku. W tym samym czasie dwóch nieco starszych chłopaków podjeżdża autem. Widząc fotoreportera - rezygnują.Podobne scenki można zaobserwować pod innym punktami sprzedaży dopalaczy, m.in. na ul. Rayskiego, Bogusława, al. Piastów. Sklepik o intrygującej nazwie „Koneser” znajduje się vis - a -vis I Liceum Ogólnokształcącego. Kawałek dalej „Diablo”, tuż obok Pałacu Młodzieży i SP nr 1.
- To jest tragedia, żeby takie punkty funkcjonowały blisko szkół! Jako dyrektorzy jesteśmy załamani, bo sklepów przybywa - mówi Cecylia Bąk, dyrektor Gimnazjum nr 5 przy ul. Komuny Paryskiej. Interweniowałam w tej sprawie wiele razy, pisałam do straży miejskiej, policji, urzędu miasta. Pytałam, dlaczego wydano zgodę? Dostałam odpowiedzi na piśmie - sklep działa legalnie.Według relacji pani dyrektor - nauczyciele (głównie pedagog szkolny) i rodzice uczniów próbują sami "kontrolować" ten sklep, stosują prowokacje, ale nic to nie daje.
- Problem nasilił się w maju, czerwcu tego roku. Znaleźliśmy u uczniów torebeczki z podejrzaną substancją, wezwaliśmy policję, zabrali do badania. Później dostaliśmy analizę chemiczną tego specyfiku - mieszanka środków odurzających. Jestem przerażona, że można legalnie handlować substancjami, które mają tak negatywny wpływ na ludzki organizm, szczególnie organizm dziecka.
Dopalacze - formalnie "artykuły kolekcjonerskie" - można sprzedawać nawet 10 metrów od szkoły (dla porównania - alkohol - 100 metrów). Kupić może je nawet uczeń podstawówki! Wprawdzie sprzedawcy deklarują, że sprawdzają dowody osobiste, ale przepisów w tej sprawie nie ma.
Punktów sprzedaży przybywa. Pierwszy w Szczecinie otwarto w listopadzie 2008 r. Teraz jest ok. 20 tzw. funshopów.Trudno o dokładne dane, bo niektóre otwierane są nieregularnie, inne - lokalizację mają tylko "na papierze", a prowadzą sprzedaż wysyłkową, reklamują się: "Dostawa do domu. Z tą ulotką 10 procent zniżki!"- Niestety, nie wszystkie punkty udaje się skontrolować - przyznaje Bogusław Jóźwik, rzecznik Urzędu Kontroli Skarbowej. - Za co można nałożyć mandat? Np. sprzedaż poza ewidencją, nieuregulowane są opłaty celne, itp.Jeśli produkt "przeszedł" przez kasę fiskalną, jest opisany w języku polskim, pochodzi z legalnego źródła - stróże prawa są bezradni. Ustawodawca - również. Wprowadzanie na listę substancji kolejnych specyfików nic nie daje, bo producenci modyfikują ich skład i omijają przepisy.
- Nie mamy narzędzi do walki ze sprzedażą dopalaczy - przyznaje Joanna Wojtach ze szczecińskiej straży miejskiej. - Ale wiadomo, że sama obecność umundurowanych funkcjonariuszy działa "odstraszająco". Sprawdzamy, co dzieje się w pobliżu sklepów. Na mocy ustawy o powszechnym obowiązku szkolnym możemy sprawdzić klienta sklepu, czy nie powinien być w szkole.
Strażnicy miejscy razem z policjantami w czasie wakacji aż 150 razy patrolowali boiska i tereny przyszkolne. Nikogo z dopalaczami czy alkoholem nie złapali. Zapowiadają, że "kontrole" okolic sklepów z dopalaczami będą odbywały się nawet kilka razy dziennie. Planowane są też spotkania i pogadanki z rodzicami na wywiadówkach.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecink, str.3, z dn.04-05.09.2010 r.