|
Prowizoryczny namiot z kawałka materiału, legowiska z materaców, stare kołdry, palenisko z cegieł – tak wyglądało koczowisko bezdomnych przy ul. Ku Słońcu. Około 5 metrów od ulicy, tuż obok budowy, mieszka od kilku tygodni dwóch mężczyzn. Może to zabrzmi dziwnie, ale koczowisko jest… względnie czyste i uporządkowane. W ciągu dnia kołdry równo ułożone na materacach, słoiki z żywnością ustawione na stoliku, nie ma walających się śmieci, butelek ani puszek. Przebywający tu mężczyźni nie są uciążliwi ani dla przechodniów, ani dla mieszkańców. Nie ma tu wielkiego pijaństwa czy awantur. Oczywiście obozowisko budzi ogromne zainteresowanie i wiele osób przychodzi tu specjalnie i robi zdjęcia.
Nie bardzo wiadomo, co z zrobić z bezdomnymi, to zresztą nie pierwszy przypadek, gdy w Szczecinie ktoś mieszka na ulicy. Przez wiele sezonów kilkaset metrów od tego miejsca, przy ulicy Dąbrowskiego koczował na trawniku znany powszechnie mieszkańcom Szczecina pan Zbyszek. Nie chciał iść do schroniska (przeszkadzał mu regulamin i „brak świeżego powietrza”) i tylko przy dużych mrozach godził się na zabranie do szpitala.
Sprawą zainteresowała się straż miejska i Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. – Takie koczowiska są teraz często odwiedzanie przez naszych strażników, bo jest po prostu zimno i za kilka tygodni bezdomni będą zagrożeni zamarznięciem – mówi Joanna Wojtach, rzeczniczka straży miejskiej. Bezdomnych odwiedzą też pracownicy MOPR-u. Niestety, nie udało się nam porozmawiać z mężczyznami i nie znamy przyczyn, dla których zamieszkali na ulicy.
Źródło: Kurier Szczeciński, str. 5, z dn. 07.10.2010 r.

Fot. Kurier Szczeciński, str. 1, z dn. 7.10.2010 r.
Z ostatniej chwili: W dniu wczorajszym, tj. 7 października strażnicy miejscy dwukrotnie odwiedzili mieszkańców koczowiska przy ul. Ku Słońcu. Poranna wizyta funkcjonariuszy zakończyła się rozmową z osobami bezdomnymi i zaleceniem, aby uprzątnęli koczowisko. Dostali też od strażników kartkę z informacją, gdzie mogą się udać, aby uzyskać pomoc i zakwaterowanie. Po raz kolejny strażnicy odwiedzili "obozowiczów" około południa. Nie dość, że przez parę godzin mężczyźni nie posprzątali bałaganu, to jeszcze urządzili sobie imprezę pod chmurką. Jeden z bezdomnych był w stanie takiego upojenia alkoholowego, że strażnicy musieli odwieźć go na izbę wytrzeźwień. Stan drugiego był o niebo lepszy, zatem o własnych siłach oddalił się z koczowiska. Podczas eskortowania nietrzeźwego mężczyzny na Izbę Wytrzeźwień, pozostawionym bałaganem zajęli się pracownicy ZUT (to na ich terenie, budowanej biblioteki urządzone było koczowisko), zorganizowali ekipę sprzątajacą i wywieźli śmietnisko. Mamy nadzieję, że bezdomni znajdą teraz szukać zakwaterowanie w schronisku, a nie na ulicy, prawie w centrum miasta.
Przyp. Rzecznik SM Szczecin.
|