|
Piękna kamienica w samym centrum miasta, tuż przy Bramie Portowej. Od dłuższego czasu powleczona jest ciemną siatką. Co dalej z obiektem, w którym niegdyś mieścił się znany szczeciński hotel – Piast?
W sprawie budynku redakcja otrzymała maila od czytelniczki „Kuriera”. – Przechodziłam koło hotelu Piast. W siatce jest wielka dziura, przez którą na chodnik pospadały naprawdę duże kawałki elewacji. Nie tynk, nie wierzchnia warstwa farby, tylko naprawdę groźnie wyglądające spore kawałki. W siatce, obok dziury, widać masę takich pokruszonych kawałków. Zastanawiam się, czy może redakcja zainteresowałaby się tą sprawą. Chodzi nie tylko o fakt upiornego niszczenia jednego z najpiękniejszych budynków naszego miasta, ale też o bezpieczeństwo przechodniów. To jest przy Bramie Portowej, koło skrzyżowania, więc przechodniów nie brakuje i to od samego rana – pisze pani Joanna.
Przypomnijmy, że hotel Piast, niegdyś jedna z wizytówek turystycznego Szczecina, należał do Prywatnego Przedsiębiorstwa Turystycznego Pomerania, odkupiony został od Skarbu Państwa. Jednak plany o nowym miejscu noclegowym nie weszły w fazę realizacji, a były naprawdę dalekosiężne. Czterogwiazdkowy hotel miał mieć bowiem basen, restaurację na dziedzińcu, przeszkloną windę, a wszystko to pod dumną nazwą „Jan Fryderyk”. Ale ekskluzywny obiekt nigdy nie powstał. Od PT Pomerania budynek kupił warszawski biznesmen. Spółka, którą zarządza, ma swoją siedzibę w Szczecinie – nie posiada strony internetowej, nigdzie też nie ma numeru telefonu. A skargi na odpadający tynk to jedno. Jest jeszcze kwestia estetyki. Uroku nie przydaje bowiem owa ciemna siatka, o której była już mowa. Co jakiś czas pojawiają się pogłoski o modernizacji, teraz znowu odżyła nadzieja na remont – podobno ma się rozpocząć już niedługo. Podobno…
Kilka dni temu straż miejska, po sygnałach od mieszkańców Szczecina, zabezpieczyła palikami teren przy kamienicy, by można było przechodzić, nie narażając się na niebezpieczeństwo ze strony spadających odłamków tynku. Co ciekawe, także przedstawicielom straży nie udało się bezpośrednio porozmawiać z biznesmenem. Strażnicy czekali na jego odzew, albowiem reprezentująca go kancelaria prawna miała przekazać prośbę o kontakt. W końcu odezwał się pełnomocnik – za tym poszły również czyny, bowiem gruz z siatki został uprzątnięty. To właśnie pełnomocnik ma być tą osobą, z którą straż będzie – w razie podobnych przypadków – pertraktować. Do samego właściciela zostały natomiast wysłane (na dwa różne adresy) listy z zaleceniem o zabezpieczanie miejsca niebezpiecznego.

Fot. Dariusz R. Jankowski.
Źródło: Kurier Szczeciński, str.28, z dn. 26.01.2011r.
|