|
Komentarz w obronie Straży Miejskiej
Ludzie ignorują wyznaczone przejście dla pieszych, przechodzą przez jezdnię wygodnym dla nich skrótem. Widocznie zebra powinna być w innym miejscu - tak w skrócie można opisać problem przejścia dla pieszych przy ul. Ku Słońcu.
Znam te okolice. Ba, wiele razy przechodziłem w miejscu niedozwolonym - bo tak szybciej. Czy bezpieczniej, o tym później.
Kluczem do rozstrzygania tego problemu jest słowo "potok". Kojarzy się z wodą - i słusznie. Woda bowiem, by dotrzeć do celu, zawsze znajdzie sobie najkrótszą czy najłatwiejszą drogę. W tym przypadku mamy do czynienia z tzw. potokiem pieszych. To okreslenie stosowane w inżynierii ruchu. Potok pieszych - jak jak woda - wyszykuje sobie najprostszą i najkrótszą drogę w dotarciu do celu.
W tym przypadku chodzi głównie o pieszych idących z pętli tramwajowej, kościoła, sklepów przy ul. Kwiatowej. Tenże potok do czasu, nim po północnej stronie ul. Ku Słońcu nie wybudowano centrum handlowego i nowych osiedli mieszkaniowych, płynął zgodnie z tym, co nazwyały przepisy.
Teraz wydrążył sobie własną ścieżkę - najkrótszą. W związku z tym, że to potok społeczny - podniósł się głos: przesuńce przejście dla pieszych!
Oczywiście jestem przeciwny! I to głównie dla bezpieczeństwa tych, którzy dziś przechodzą na dziko i buntują się przeciwko mandatom wlepianym przez straż miejską.
Dlaczego? Otóż obecne przejście usytuowane 20 metrów obok dzikiego znajduje się w miejscu najlepszy z możliwych. Najbezpieczniejszym.
Otóż sztuka lokalizowania przejść dla pieszych mówi, że kierowca, mijając skrzyżowanie, zdecydowanie przyspiesza. Obecne przejście przy krzyżówce Ku Słońcu - Kwiatowa, jest zlokalizowane w miejscu, gdzie kierowcy jeszcze nie przyspieszają. Natomiast wydeptana ścieżka - tam gdzie wielu już mocniej wciska pedał gazu. Kilkadziesiąt metrów od krzyżówki. To droga dwujezdniowa - jednokierunkowa, więc przyspieszenia bywają znaczne. Szczególnie, że tuż obok - na parkingu Castoramy - miejsce spotkań upatrzyli sobie drifterzy, którzy to ciężkie nogi mają.
Apeluję więc do mieszkańców pobliskich osiedli, by zaczęli przechodzić przez jezdnię tam, gdzie bezpiecznie, a do służb miejskich, by tego pilnowały. A pilnować można na dwa sposoby: droższy dla miasta - to postawienie płotków uniemożliwiających przechodzenie na dziko, tańszy - i co więcej dochodowy - gnębienie dzikich przechodniów mandatami. W związku z tym, że płotki szpecą krajobraz - proszę o ten drugi sposób. Aż do skutku!
Mariusz Rabenda.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, str. 2 z dn. 03.02.2011 r.
|