|
Ponad 5 tys.razy interweniowała w ub. roku szczecińska straż miejska w sprawach dotyczących picia alkoholu i zakłócania porządku w miejscach publicznych. W ciągu dwóch lat liczba tych interwencji wzrosła o ponad 3 tysiące. Punkty "zapalne" w mieście, czyli głównie sklepy monopolowe z tanimi trunkami, strażnicy wymieniają jednym tchem.
W Szczecinie w 2009 r. uchwałą Rady Miasta zwiększono ilość wydawanych koncesji na sprzedaż alkoholu. Obecnie posiada je 498 punktów. Jeśli dodać do tego puby, restauracje, ogródki piwne i festyny, na których są dostępne napoje wysokoprocentowe, zliczy się prawie 800 miejsc sprzedaży. – Doszło do liberalizacji handlu alkoholem w mieście, chcemy sprawdzić, jakie są tego skutki – mówi Tomasz Hinc, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa i Samorządności Rady Miasta. – Z pewnością można je mierzyć liczbą interwencji, jakie podejmowały policja i straż miejska. Poprosiliśmy o dane Gminną Komisję ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Zamierzam się wkrótce spotkać z jej przewodniczącą.
Tylko w ub. roku straż miejska w sprawach dotyczących alkoholu interweniowała ponad 5 tys. razy. Za picie w niedozwolonym miejscu lub usiłowanie spożycia, a także wnoszenie alkoholu wbrew zakazom – np. na kąpieliska czy imprezy rekreacyjne, nałożono prawie 1700 mandatów. Dla porównania w 2009 r. straż podejmowała ponad 3200 takich interwencji, nakładając 1600 mandatów, a w 2008 r. interweniowała ponad 1570 razy, wystawiając 900 mandatów i pół tysiąca pouczeń. Czy to wynik większej dostępności alkoholu? Ocena straży jest bardzo ostrożna. – Statystyki rosną lawinowo – przyznaje Joanna Wojtach, rzecznik Straży Miejskiej w Szczecinie. – Nie chcemy spekulować dlaczego, ale na pewno ma na to wpływ również fakt, że od końca 2009 r. doszły nam nowe uprawnienia, możemy reagować także w przypadkach usiłowania spożycia alkoholu. W ub. roku było ich 1290. Najczęściej reagujemy na zgłoszenia otrzymywane od mieszkańców, którzy skarżą się na pijących, ale o pomoc proszą nas również sami właściciele sklepów monopolowych. W każdej z dzielnic mamy po kilka adresów, gdzie wzywani jesteśmy wielokrotnie. To głównie sklepy całodobowe i sieciowe.
Trudno zliczyć, ile razy w sprawie pijanych awanturników proszono o pomoc tutejszą policję. Wiadomo za to, że stróże prawa w ub. roku tylko za picie alkoholu w miejscach niedozwolonych wlepili prawie 5700 mandatów. Dla 10 tys. osób naruszających prawo skończyło się na pouczeniu. Komisarz Katarzyna Legan z Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie, która jest jednocześnie członkiem Gminnej Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, przestrzega przed wnioskami wynikającymi tylko ze statystyk. Przyznaje jednak, że bardzo niepokojącą tendencją, którą zauważa, są coraz częstsze przypadki sięgania po alkohol przez nieletnich. Jak mówi, upijają się już 12-latki, a ich rodzice niejednokrotnie przyjmują to za nieszkodliwy incydent. Już 15-, 16-latki mają w domach przyzwolenie na wypicie jednego piwa przed pójściem do dyskoteki, a na miejscu wypijają jeszcze trzy.
– Zwiększenie ilości punktów sprzedaży alkoholu niewątpliwie ułatwia dostęp do niego dzieci i młodzieży – uważa kom. Legan. – Duże przyzwolenie społeczne i negatywne wzorce wpływają na coraz wcześniejszą inicjację alkoholową. Częste kontrole punktów sprzedaży i działania kontrolno-prewencyjne naszej komisji spowodowały, że sprzedawcy i właściciele lokali wiedzą, jakie grożą konsekwencje prawne za sprzedaż alkoholu nieletnim i nietrzeźwym. Ale odpowiedzialność moralna jest wciąż niska.
Anna Gniazdowska
Źródło: Kurier Szczeciński, str.15, z dn.04.02.2011r.
|